środa, 29 marca 2017

wy

szyte.
Teraz tylko :P u-szyć. Nie lubię szyć.

Długi, trudny dzień.
Tak, syndrom dw mi kwitnie, wiosna w końcu.
Tak, mam kupę żalu do całego świata i okolic.
Tak, poluję na spowiedź, robiąc wszystko, żeby do spowiedzi _nie_ dotrzeć :P - milion pretekstów, milion przeszkód (i przeszkadzaczy), wszyscy w kolejce są ważniejsi niż ja, muszą być pierwsi, a potem nie zdążam, tia. Widzisz, nie wiem - obchodzi Cię to? Obchodzi Cię moje latanie do parafii znowu i znowu, tylko po to, żeby skonstatować, że znowu się "nie da"? :P Obchodzą Cię moje chandry i (od dwóch miesięcy) totalnie rozjechane emocje, które - wiem - warto by najpierw pozbierać, ale nie wiem jak?
Nie daję rady, rozumiesz? Taaa widziałam, to hospicjum ma grupę wsparcia dla osób w żałobie. :P

I tak naprawdę - wraca to samo z wakacji, z Piotrkowic. Ok, może boleć, ale buntu nie chcę, tak?
I wiem, że tak naprawdę odsuwanie tej spowiedzi wynika głównie z tego, że ciągle nie dojrzałam do "nie chcę tego buntu". Tia wiem, bujam się na krawędzi :P, ciągle nie potrafię powiedzieć Ci "tak" na parę rzeczy w mojej historii. Może coraz bliżej jestem do "chcę chcieć".
Jest mi cholernie ciężko. No wiem, prawdopodobnie tylko w Twojej miłości jestem w stanie coś z tym zrobić, inaczej się nie da, tak?
I wiem, nie może matka zapomnieć o dziecku, jeśli kocha syna swego.

wtorek, 28 marca 2017

chyba tylko miłością

inaczej się nie da...
Myślę o tych swoich walkach w kontekście "czy chcesz" - no nie bardzo chcę, wiem. Co Byś zrobił, gdyby Ci ten chory od 38 lat odpowiedział: mam dość, jak mam tak żyć to chcę umrzeć? :P I wiem wiem, tak naprawdę "nie chcę żyć" to skrót myślowy od "nie chcę żyć, jak mnie nikt nie kocha", co z kolei jest skrótem myślowym od "nie kochają mnie ci, na miłości których mi zależy".

Wniosek mam jeden: ciągle za mało mi zależy na Twojej miłości.
Nie wiem, mam walczyć o to "chcę"?

Pit pit - wabią bogatki na balkonie.

Fotografowałam pliszkę na skwerku

podszedł P.  Zniszczony przez alkohol, zmarnowany. P., synku, uważaj na siebie - mówiłam. Wiesz, że dobrze ci życzę. No ja też. Ale za późno, sorko. Gdyby można było zacząć jeszcze raz.
Pamiętam, w tamtej klasie, kilkunastu chłopaków z rodzin dysfunkcyjnych, P. wyglądał jeszcze wtedy najlepiej ze wszystkich. Jakby miał z nich największe szanse na normalność. I tak, był - w przeciwieństwie do niektórych - dobry.
Płakałam potem na wieczornej Eucharystii - no Zobacz, jakich mam synów. Jeden w sutannie, drugi taki P... Widzisz? Co Ty na to? Siadłbyś tu koło mnie, Pozwolił ich obu, ich wszystkich przynieść. No Zobacz. Sam.
I jeśli w moim sercu oni się jakoś mieszczą, to w Twoim?
Tia wiem, tylko że ja mam inną koncepcję dobra niż Ty. I ciężko mi.

Niebieskie krokusy.

Kosy - wszędzie. Zatrzęsienie kosów. Rozdeptać można.
Zdybałam Pana Ziębę na tle żółtej ściany.
Grzywacze jak dwa gołąbki.
Sesję zdjęciową zaproponował kowalik.
Przyleciały łabędzie.
Wiewióry jak zwykle czujnie obserwują, co dzieje się na dole.
Tak, widzę - roi mi się w życiu od istot żyjących. No rozlewa się ta Woda, wiem. Gdzieś z Twojego prawego boku, na południe od ołtarza, przez moje życie, coraz głębiej - do kostek, do kolan, może kiedyś mnie z głową przykryje.
Tia wiem, tylko tak _jest_ moje życie. Może muszę boleśnie doświadczać - inaczej mojego życia nie ma. I już. Jeśli mnie Pytasz, czy chcę żyć, czy chcę być zdrowa, czy chcę być - to Musisz tą Wodą, w tej Wodzie, inaczej nie mam życia i nie chcę życia, Rozumiesz? Jeśli mam chcieć, jeśli mam walczyć, żeby chcieć, to tylko tak.

Spotkałam mamę szczeniaka ze starszym :), stanęliśmy, porozmawiali. Panie, jeśli w moim sercu oni wszyscy się mieszczą. Jeśli noszę ich wszystkich. Jeśli.
Tia wiem, chyba wszystko się rozjeżdża na definicji życia.
Ale proszę Cię. Za.

poniedziałek, 27 marca 2017

wyszywanki, drób, groch i Słowo

czyli groch z kapustą. :)

Stuła po pierwszym praniu, krochmaleniu i prasowaniu, gotowa do szycia. 


Obrus już na stole.

Dzwońce  dzwonią po krzakach.

Poszłam do ogrodu, patrzę - szarodrożdżą się drozdy, kosy im dzielnie asystują, bażant bażanci (nie zdążyłam pyknąć, widziałam go z bliska, przeleciał mi nad głową - piękny kogut, rudy, rozwrzeszczany) - a tam pod płotem to co? Rudzik, maleństwo.
Poczułam się jak w tajemniczym ogrodzie.

Księżniczka - przebiśnieg. Księżniczka- śnieżyczka. :) Jedna jedyna na cały ogród.

Posadziłam tęczę.

Prozaicznie posadziłam też groszek, ten zielony. I sprzątam dalej ten ogród, metr po metrze. A drozdy się przyglądają.

No i Słowo. Idź, syn twój żyje. Tak, pamiętam - już nam to Słowo powiedziało prawdę, nie wiem, cztery lata temu? Próbuję wierzyć. Wiem, że nic nie mogę, że nic nie ugram, nic nie wyproszę, że nie wiem już, jak mam prosić, na co błagać - mogę tylko wierzyć. A Ty dasz albo nie, jak Zechcesz.
Mogę Ci tylko wierzyć. Więcej nic.

I coś się gdzieś tam łamie, coś idzie coraz głębiej, nie wiem dokąd.

niedziela, 26 marca 2017

światło, sadzawka, błoto, laetare i drozd

i wiewióry.
 
Kochane, rude wiewióry. Niby uciekają przed obiektywem, ale z bezpiecznej odległości się oglądają: co ona kombinuje? No, może zrobi to zdjęcie, co? :)))
Zięby (śmieszne, czupurne zięby) dalej się chowają na widok aparatu, pełzaczy dziś nie spotkałam, za to sesję zdjęciową uprzejmie zaproponował drozd.
Cały park jak jeden wielki gołębnik. Uhu-gruhhhuuuu, prawie jak sowy :))).
Ale zimno jest i nawet złocie jeszcze nie kwitną.

Laetare. Drugie skrutinium. Światło na wodzie. Rozigrane, roztańczone.
Ustawiam sobie mentalnie te skrutinia - w pierwszym woda żywa, w drugim światło - ale przez wodę chrztu, idź i się obmyj, tia. W trzecim będzie do czego to wszystko ma prowadzić - życie.

Czytał T. długą, kompletną wersję ewangelii. Pytał M. - kim jesteś w tej historii? Ziemią. Tą, na którą Naplułeś, żeby zrobić błoto. W sumie i tak dobrze, Mogłeś, na przykład, nasikać. :P
Cała rzeczywistość Kościoła, wiem. Boże działanie w znakach, w sakramentach - i jednocześnie w całej obrzydliwości i w brudzie. Z nieznanych mi przyczyn tak Chcesz działać, no ok - wola Twoja.

No i nieodmiennie mnie fffkurza zakładanie konieczności punktowego nawrócenia. Mile widziane jest, jak na początku jesteś przynajmniej narkomanem albo - jeszcze lepiej - mordercą :P, potem spotykasz Jezusa (cokolwiek to znaczy), wracasz do Kościoła (tu błoto sakramentów), biegniesz do tego Siloe, doświadczasz cudu nawrócenia i jesteś posłany, tia. Potem idziesz i głosisz, na przykład wspaniałe świadectwa. Prrrrr. Dobra, niektórzy może tak mają.
A inni są jak ziemia. Zawsze są. Czasem Ktoś na nią napluje, posłuży się ku czemuś dobremu, zrobi z kimś innym jakiś cud, gdzieś tam może go i pośle. A ziemia dalej jest. Wysycha po napluciu i czeka. Może na następne, a może na nic.
Z bycia ziemią nie da się składać spektakularnych świadectw, może o doświadczeniach posuchy - albo o doświadczeniu bycia błotem. :P Ot, co.

No czaaaasem coś gdzieś tam zakwitnie w spękaniu betonu.

sobota, 25 marca 2017

że też Ci Się chciało

wchodzić w ten świat, brać to ciało, rodzić Się, cierpieć, umierać. Nieodmiennie mnie to zdumiewa, Wiesz? I cały czas nasuwa mi się to porównanie z wujkiem z Ameryki, co sam przyjeżdża tu, na Ukrainę, zamiast pozabierać kogo się da tam, do siebie. :P Po ludzku bez sensu. Wchodzisz tu, skąd ja bym najchętniej uciekła, Wiesz? Chcesz być tu, gdzie ja nie widzę żadnej potrzeby ani dobra być. :P Ok, mogę Ci wierzyć, być dla Ciebie, być, bo tak Chcesz, nie ma sprawy. Ale to jest Twoja wola, nie moja. Twój wybór, nie mój. Tak?
Pamiętasz, jak miałam chyba z 6 lat, od którejś z moich ciotek dostałam pod choinkę kilka ogromnych kłębków włóczki. Popatrzyłam, nie wiedząc co z tym robić, i rozryczałam się. No super, wspaniały prezent dla przedszkolaka. Teraz patrzę na to moje życie jak na tamtą włóczkę. Ok, mogę Ci zrobić z tego niezły sweter. Rozumiesz?

Myślę o spowiedzi, za bardzo mnie jeszcze wszystko boli. Może w poniedziałek. Trzeba by wcelować tak, żeby "wystarczyło" do Wielkanocy. Może nic nie narozrabiam?

Wyrwałam się do ogrodu, posprzątałam kolejny metr kwadratowy, zimno jeszcze, ledwie widać przedwiośnie, nie wiosnę.
Chyba fiołki rogate.

Jedyny przebiśnieg.
Dawno temu, jak tylko kupiłam ogród, Pani O. dala mi kępkę przebiśniegów, które pierwszej jesieni po posadzeniu tato dokładnie przekopał z całą resztą kwiatowej grządki. No bo jak, ogród na jesień przekopać trzeba, bez względu, czy coś tam rośnie, czy nie. :P Jeszcze się wściekał, że on mi tu z łaski kopie, a ja mam pretensje. Od tego czasu przebiśniegi się obraziły. Co roku wyłazi jeden-dwa w innym miejscu, nie rozrastają się, a te, które próbuję dosadzać, póki co nie wyrosły wcale. Foch.

Spomiędzy zeszłorocznych liści strzelają lilie.

Wyrastają sasanki w swoich futerkach.

Prawie kwitnie pierwszy pierwiosnek.

A to chyba jakaś cebulica będzie.

Próbuję ukorzenić (chyba?) ostrokrzew :) i muszę mu przyznać, że po miesiącu wygląda na żywy i zielony, chociaż nie przypuszczam, żeby się już ukorzenił. O ile zamierza.
Znalazłam dwie gałązki tego chyba ostrokrzewu pod płotem własnego ogrodu (ktoś z ogrodu obok strzygł swój?), podniosłam, obejrzałam, myślę - a co mi, spróbuję. No i próbuję.
Zobaczymy.
A porzeczka blanka  chyba ostro puszcza pierwsze listki. Boję się zaglądać i oglądać, dopóki się zdecydowanie nie rozwinie.

piątek, 24 marca 2017

jeden z tych dni

które najchętniej przesiedziałabym w łazience. No way. Praca, zakupy, zaraz wieczorna Msza (na drogę krzyżową nie byłam w stanie się wyrzucić :P). Jutro będzie lepiej.
Nie lubię być kobietą. Utrudnia mi to życie. :P Nie będąc zresztą zupełnie po nic potrzebne.

czwartek, 23 marca 2017

tym razem nawet mi się podoba

Prawie gotowe:
całkiem gotowe:
a po rozłożeniu:
Tu :klik: link do naprawdę dużej wielkości. :)

Tak, podoba mi się. Jak na to patrzę, mam ochotę rzucić pracę i zająć się wyszywaniem artystycznym. Jest ktoś chętny, żeby mnie utrzymać? :P

Poza tym. Wiosny nie widać, chociaż widać zięby (naprawdę zięby) i grzywacze.

 Poza tym. Zaczynam myśleć o spowiedzi i łapię się na tym, że chciałabym najpierw usłyszeć - w samym środku moich tęsknot, bólów, nierównej walki z buntami - tia, nie potępiam cię, kocham cię. Generalnie na tym powinna polegać spowiedź :P i cały cyrk polega na fakcie, że dziwnie chce mi się rozdzielić te dwa. Myślę, że jest kilka powodów. Myślę, że moja niewiara jest nie najmniejszym z nich. :(

Poza tym babska strona mojej osobowości znowu mi dopieka, mam dość i chce mi się płakać.

środa, 22 marca 2017

przesikorczasz się

normalnie ze mną - uśmiechnęłam się, słysząc na balkonie znajome tsi-tsi. Bo przecież nie przekomarzasz, nie jesteś komarem, tak?
Tsi-tsi - odpowiedziała radośnie.

Zmęczona bardziej niż przewidywałaby logika po wyprawie z mamą do lekarza jakieś sto kilometrów stąd (może niecałe), przyjechana, najedzona, rozespana :) siłą woli wstałam, wzięłam się za komputerowy wymiar mojej profesjonalnej działalności. Tsi-tsi.
Zostawiłam klawiaturę w pół słowa, pełznę z aparatem pod okno, jak umiem najciszej, najwolniej. Frrrrrr - nie ma. Wracam, składam mozolnie w myślach zdanie, próbuję je zapisać. Tsi-tsi. Tym razem frrrr następuje od razu po manewrze "wstała od komputera". Ale i kolejne tsi-tsi od razu po manewrze "usiadła". :))) Widzę przez firankę szarawy ptasi kształcik. Czeeekaj, ty.

Najciszej jak umiem, udając, że nie patrzę w stronę okna (sqbane, na spojrzenie reagują momentalnie, jak się na nie nie patrzy, pozwalają podejść bliżej, a na niezainteresowane nimi krzątanie się po kuchni potrafią nie reagować zupełnie) - podchodzę. Niby nic. Tylko dzwonkowi z ziaren nagle wyrósł ogonek. :)
Czekam. Ogonek zmienił położenie.
Aż w końcu wyewoluował w sikorkę.
Tsi-tsi, tia.

Szaro, buro, zimno. Większość dnia pada. W wąwozach pod Nałęczowem łąki dzikich  przebiśniegów. Chciałabym pójść na ogród, nie ma jak.

wtorek, 21 marca 2017

i-iii-ii-i-idzie...

wiosna po zakrętach.
Jak się na żadnym nie wykolei, za miesiąc będzie. :P
Na razie: pierwsza pszczoła.

Pierwsza stokrotka.
Pierwsza złoć.
Szpaki podśpiewują. Jeden...
trzy...
cztery szpaki na wierzchołku modrzewia.
Śpiewają. I o ile szpaki nie nauczyły się śpiewać jak zięby (a to wcale nie jest takie wykluczone, nie :), to słyszałam dziś zięby. No idzie gdzieś ta wiosna, a ile jeszcze zakrętów przed nią?

Bolą mnie zęby (i zatoki), spać mi się chce strasznie, przepatałaszyłam Mszę, zaraz muszę do pracy wracać.

Co jeszcze. Na podstawie wrażeń po hm seansie :P nowej seminaryjnej stronki, heh. Nie tylko dlatego mi się nie podoba, że jest nowa :P. Generalnie zmiany są złe :P, ale to bym jeszcze zniosła. Co do treści specjalnie czepiać się nie będę, nie dałam rady przejrzeć, po powierzchownym rzucie okiem mam wrażenie, że zawartość do przesadnie ambitnych nie należy (te filmiki...) i że jakoś dziwnie pojawiają się na nich ciągle te same pięciorakie zęboszczerze. :P Ale pomijając to, czysto technicznie. Dla mnie dobrze zrobiona stronka ma 1. jasne tło, 2. kwadratowy/prostokątny układ treści (przejrzyste ramki!), 3. ramki na stronie nie tańczą, nie jeżdżą, nie poruszają się i nic się na nich nie dzieje, jeśli nie kliknę (a przynajmniej nie najadę kursorem), 4. na pierwszy rzut oka widoczny jest jasny spis treści/system nawigacji po stronie.
 No wiem, że ta nowa stronka chłopaków nie jest dla mnie, tylko ma przynęcać :P to nowe, koszmarne pokolenie :P, co potrzebuje 8 bodźców na minutę - to, co dla mnie już jest groźną hyperstymulacją, ich, zdaje się, trzyma przy życiu... No może to i jest sposób na uchronienie się przed naborem nadreaktywnych aspergerów, tia. Ale jeśli rzeczywiście kogoś tym przynęcą, to ja przepraszam, ale chyba nie chcę tych neoprezbiterów za 6 lat oglądać. :P

Zaczynam też zauważać, że podobne kryteria techniczne stosuję przy wyborze książek/podręczników. Dobry podręcznik jest a. jasny, b. podzielony na wyraźne sekcje, c. ma rutynowy, powtarzający się na układ zawartości i d. nie dzieje się zbyt dużo na jednej stronie. Ład, porządek, przejrzystość, dużo białego, mało chaosu, bez nadmiaru obrazków i takich tam rozpraszaczy, usystematyzowane informacje. Nie wiem, czy byłabym się w stanie czegokolwiek nauczyć z większości dzisiejszych książek.

No to wzdycham ciężko i wracam do pracy...