czwartek, 19 października 2017

nie chce mi się spać

i co z tego, że nie śpię. i tak mi się nie chce spać. Wiesz, chciałabym już naocznie sprawdzić, czy naprawdę Jesteś taki beznadziejnie, bezsensownie, heretycko idiotycznie dobry, jak po internecie wypisują :P. bo z realem (i z Biblią też) mi się to kompletnie nie chce skleić jakoś...

przecież, cholera, Ty akurat widzisz, że nic nie robię, tylko ryczę.
wszystko mnie boli. nie mam nic więcej do bolenia.
nie mam nic więcej do oddania.
nie mam nic więcej do zrobienia.

co teraz?

wieczorem: tia wiem, to najgłupsza, najidiotyczniejsza babska histeria, nic więcej.  w dzień sobie radzę, w nocy boli. cholera wie co, wszystko boli. 
najśmieszniejsze, że śpię po 3 godziny na dobę, chodzę do pracy, przekopuję ogródek z zamiarem zmęczenia się do takiego poziomu, żeby paść i spać :P - dziś kopałam, podkładałam kompost, kosiłam trawnik, plewiłam byliny, ścięłam uschłą śliwkę - na razie bezskutecznie. nie chce mi się spać.
potrzeba snu została całkowicie przykryta przez histerię.
idiotka.

środa, 18 października 2017

Który wzniósł się ponad zachód

Psalmista zaś powiada: "Przygotujcie drogę temu, który wzniósł się ponad zachód". Pan zaś rzeczywiście wzniósł się ponad zachód, albowiem jak wskutek męki pogrążył się w śmierci, tak przez zmartwychwstanie objawił większą chwałę. Wzniósł się ponad zachód, ponieważ zmartwychwstając, podeptał śmierć, którą poniósł. My przeto przygotowujemy drogę Temu, który wzniósł się ponad zachód, gdy głosimy wam Jego chwałę, aby gdy przyjdzie, oświecił was przez obecność swojej miłości.
Grzegorz Wielki.
Jeden z tych tekstów, które mi stawiają przed oczy (i przed modlitwę:)  Tolkiena.  Prosta Droga ponad zachód, ponad najdalszy zachód, tia.

I myślę dziś o wszystkich moich Łukaszach, jednym (i pierwszym) tchem wymieniam trzech. Wszyscy trzej zupełnie obcy już, tak daleko. Wiem, nic nie zrobię. Mogę się tylko przyznawać lub nie, że mnie boli. :P

W ogrodzie rosa.

I chyba wiosna?
Nieeee, jesień.
Założyłam pod pierwszą budkę zniechęcacz dla wspinających się kotów.
Druga za jakieś 10 litrów mleka :). Mam nadzieję, że na miejskie, zdezelowane i mało głodne koty taki zniechęcacz wystarczy.

A teraz Łukasza w kieszeń i na różaniec. :P
:)))

wtorek, 17 października 2017

nie róża

 bakopa. Trochę powiększona.

I a propos października.
:)

I artykuł :klik: (po zagranicznemu, niestety) o jednej z ulubionych baśni mojego szczenięctwa. Kiedy już po kupieniu w Peweksie pierwszego kolorowego telewizora marki na eS :P pojawiły się cztery programy w kablówce, w tym bodaj filmnet i BBC (e nie, to był sky, BBC było dużo później...), obejrzałam toto po angielskiemu*, bez dubbingu i podpisów, szaleństwo. Zauroczyły dialogi dostosowane ostrością do poziomu odbioru (i nadawania) niżej podpisanej. :) Szermierka nie tylko słowna i długie kiecki w tle :) , i parę innych atutów, w tym przystojne męskie mordki, które dało się bez przykrości oglądać (niestety, komplement, którego nie mogę powiedzieć o _wszystkich_ dzisiejszych filmach), tia - pewnie da się film legalnie (i bezpłatnie :) obejrzeć jeszcze gdzieś w sieci...
___________________
* wtedy też obejrzałam pierwsze gwiezdne wojny w oryginale. 

poniedziałek, 16 października 2017

zdrowaśki i jutrznia :)

czyli o prezentach na urodziny.

Pierwsza była I. Z sesemesem o akcji "zdrowaśki dla Aśki" z okazji urodzin - tia, uprzejmie proszę się przyłączać, od wszystkich i w każdej ilości biorę. A potem podeszłam do okna i oto, proszę Państwa, jutrznia.
Świt.
Pierwsze słońce w ostatnim deszczu.
Ładne prezenty dostaję, nie? :)))

wieczorem
tak, pierońsko tęsknię za Tobą. 
tak, jestem na strasznym głodzie. tak wiem, nic go tu nie nakarmi.
już mnie nawet nie fffkurza, że nic nie potrafię, że nie ogarniam, że nie daję rady, że każdy problem  kończy się: to mnie już nie ma. wycofać się, zniknąć, zamilknąć. ok.

chciałabym zrobić porządną kapłańską stułę dla T., wiesz? i chciałabym, żeby mu była potrzebna. i boję się zapytać kogokolwiek, najmniej jego samego, żeby nie skaleczyć. bo wiem - boli. bardzo. ale jak patrzę na niego zawiniętego w tą pierwszą, diakońską - Pamiętasz, pytali: po co robisz diakońską, nie przyda się na parafii, do seminarium daj - odpowiadałam spoko, będzie stuła to i o diakona łatwiej. :P
no, robiłam ją po to, żeby zawinąć T.  mocno ścisnąć, bo za krótka.
teraz wiem.
Ty prowadzisz tą historię, nie wiem, czy Przewidziałeś jakiś dalszy ciąg. i czy po tej stronie świata. no nie wiem.
na razie chowam się. uciekam.
boję się, Wiesz?

niedziela, 15 października 2017

uczta

z najwyborniejszego słonecznika i najczystszej  pszenicy.
 
Uczta-taniec.
Jedyny barwny akcent w szarości życia. Na chwilę.
Bo Pan przyrzekł. I nie ma żadnego innego powodu.
Nic innego nie ma.

Wiesz, kiedy robię zdjęcia, ludzie stają i zaczynają patrzeć. Czasem zauważają to, co ja widzę, i dzielą się wrażeniami z kimś, z kim idą. Czasem zaczynają ze mną rozmowę. Rzadko.

Wiesz, myślę, że gdybym miała taki aparat, kiedy jeździłam na wszystkie możliwe wolne dni do babci, nie takie zdjęcia bym robiła sikorkom. :P Dzięciołom. Kowalikom. Czyżykom. Innym ptakom, których nie widziałam już potem nigdy w życiu i nie wiem, co to było.
W Niebie mi powiesz.

Tyle rzeczy odkładam na "w Niebie". Im więcej mam odłożone, tym mniej mam tu, a więcej Tam. :P Jakie pole, jakie kupiectwo, jaka szata godowa. Przecież nie mam tu nic.
Tylko parę ciężkich obowiązków jeszcze. :P
Jak się skończą, jak Pozwolisz skończyć - Zabierzesz?
Ale to Ty Będziesz Musiał mnie ubrać, jeśli mam być ubrana. Szata ok, ale Pamiętaj: ŻADNYCH BUTÓW.
(Ciekawe, czy istnieje w ogóle opcja "boso w trumnie" :P).

wieczorem
a propos  zatrzymywania się i oglądania tego, czego inni nie widzą:
Jesień, jesień, jesień na blokowisku...

sobota, 14 października 2017

sto ciastek i jeden

Franciszek.
Ten ostatni w porównaniu z wielkością długopisu, wyszywany pod lupą. Jeszcze ze trzech chyba trza wyprodukować...

A ciastka kruche z różą i dodatkami.

Te w kształcie róży głównie jako ozdoba półmiska, bo trochę gumowate są, no ale wrażenie robią nieodmiennie.

Przepis: kruche ciasto z pięciu żółtek i 4 szklanek mąki, białka zachować na bezę.
Ciastem wyklejamy formy do robienia pralinek (są mniejsze niż mufinkowe)
wsypujemy trochę migdałów w kostkach
i do piekarnika na 20 minut.
Jak się zezłocą wyjąć
ja na tym etapie wyrzucam papierki. Na ciasteczka nałożyć po trochę róży
i po pół orzecha laskowego.
Teraz zrobić bezę. Ubić białka, dodać pół szklanki cukru, pół łyżki mąki ziemniaczanej i na czubek łyżeczki proszku do pieczenia. I tą bezą nakryć ciasteczka.
Posypać migdałami w kostkach
i do pieca na kolejne przynajmniej 20 minut. Może się okazać, że trzeba je będzie jeszcze na koniec dosuszyć, np. zostawiając do wystygnięcia w wyłączonym piekarniku.
Po upieczeniu:
I tak z 70 sztuk.

Teraz te dekoracyjne.
Gdzieś w międzyczasie pieczenia tych dobrych :) przygotować jabłka:
Z półtora jabłka powinno starczyć, musi być czerwone.
Jak jabłko duże, to na pół:
I teraz tak. Surowe jabłko praktycznie nie da się zwinąć w różę. Dlatego płatki trzeba wsadzić na 5-10 minut w piekarnik.
Rozparzone dadzą się formować w kwiatuszek. Po rozparzeniu wyciągamy blachę, studzimy trochę płatki, a w międzyczasie robimy ciasteczka znaną metodą:
ciasto-migdały-róża (tych nie zapiekamy przed położeniem róży)
3-4 płatki zwijamy w ręku na kształt różopodobny, wkładamy w ciasteczko i ściskając papierek sklejamy podstawę, żeby się trzymało
I tak formujemy około 20-30 krzywych różyczek
które pieczemy około 30-40 minut.
Zdjęcie produktu końcowego AKA propozycja podania:

piątek, 13 października 2017

podczas śniadania

patrzę, na szafce stoi szklanka, którą wczoraj po zrobieniu mamie imieninowego ciasta - założę się - osobiście wynosiłam do rodziców. Tak wiem, mama była, zbierała swoje pranie (w środę uprałam trzy pralki, bo pralka rodziców przecieka - twierdzą, że tylko "na niższych temperaturach". Co to znaczy "niższych"? A, 30-40 stopni :). Czyli codzienne prania będę robić w swojej, ok.)
Wracając do szklanki. Mi to się wydaje, że ona jest ich. Ale uśmiałam się, bo jak żywe stanęło mi przed oczami zastanawianie się w karmelu, czy ta łyżeczka to z furty czy "z koła".

No Widzisz, jakoś tak to jest...

Tak, bardzo często myślę, jak dzieciak sobie radzi, czy ogarnął już te łyżeczki :P, cały zestaw drobiazgów życia z kimś, w jakichś warunkach, w jakimś miejscu. Myślę o M. na Bazylianówce. I nawet nie da się zapytać: jak tam, chłopcy.

To jest, Honoracie, to cholerne "zostawia ojca, matkę, dzieci, pole", co tam jeszcze. I tia, pewnie za pierwszym razem dostaje w zamian i dzieci, i ojca, i matkę - tyle, że i to trzeba znowu zostawiać. Nie wiem, czy wtedy jeszcze się coś dostaje.

Zobacz, Łaska spływa w jesień na blokowisku.
 Chodź, Zbieramy się do roboty...

wieczorem
tak przyczepiło się do mnie, wiesz, synek?


kocham cię, sqbańcze bernardyński. nie wiem, skąd się wziąłeś. taki się wziąłeś.  ale kocham cię.

czwartek, 12 października 2017

jesieni pod włos


...i z włosem.

Piękne czarcie koło jakiegoś twardzioszka czy pieniążka może:

ślady uczty wiewiórki:

sikorki buszujące w krzaku róży - no jak to, widzisz mnie?
A mnie widzisz?

Wykorzystuję każdą niedeszczową chwilę. Dziś przesadzałam lilie (będziesz Miał co ubierać w czerwcu) i przygotowywałam grządkę po kwiatkach do przekopania. I patrzę na te sikorki i widzęwidzę: no Żywisz te ptaki niebieskie, i żółte, i czarne.

I czytam to Słowo, i qrcze - zawsze można powiedzieć: za mało ufam, za mało uparcie proszę, za słabo kołaczę, za płytko wierzę. Albo: za bardzo chcę szukać swojej koncepcji szczęścia i powodzenia, za interesownie pytam: co mi z tego, że Cię słucham, tak?
No przecież, że nic.
Chrześcijaństwo nie jest robieniem interesów. Wiem.

Tak naprawdę jedna jedyna rzecz, o którą najuparciej proszę, za którą dałabym sobie zrobić wszystko - świętość bernarsyna :P - ciągle pozostaje kwestią otwartą, tak?
A cała reszta jest wliczona w koszty.