czwartek, 22 lutego 2018

przecież Wiesz

że bardzo mi ciężko w tym wszystkim. Nie wiem, Chcesz komentarza na temat 36 tys. leukocytów taty  - no przecież wiem, zdaję sobie sprawę, że chyba białaczka, której nie wiem, czy komuś się będzie chciało w tym wieku leczyć, tak? Czy na temat wysokości OB u mojego brata J., diagnozowanej powoli w kierunku raka szpiku?
I czemu, po co ja jestem jedyna zdrowa w tym towarzystwie? :P

Jest mi ciężko w tym wszystkim, znowu na granicy rzygania z bólu - wiem, to jeszcze mały ból, było gorzej.
Chcialabym, Żebyś w tym ze mną Był, a nie tylko Patrzył Się i Zadawał pytania. :P Bo tym trudniej jest siedzieć w tym i znosić to wiedząc i wierząc, Kim Jesteś i co Możesz. Wiesz?

A poza tym fffściekam się na zimę, co nie chce ustąpić bez walki, na ocierające mnie ogromne zimowe buciska, co i owszem, pozwalają się nie przewrócić i są ciepłe, ale wydzierają mi koszmarne dziury we wszystkich skarpetkach, chyba nie wyrobię z kupowaniem i cerowaniem :P. Z tego co widzę, skarpetek musi mi starczyć przynajmniej na 2 tygodnie jeszcze...
Wchodzę po schodach w tych buciorach, kurtkach, czapkach i szaliczkach - niby ziąb, a na słońcu plus kilkanaście, ja cała mokra na moich 75 schodkach, czasem tam i z powrotem kilka razy - za moich chłopaków, ok. Ci w Lbl rekolekcje mają...

Przypadkiem zabłądziłam na rekolekcje szkolne do parafii, dało się zdzierżyć, bo młodzieży wiele nie było :P, jakiś zdaje się kapucyn mówił o wierze coś. Zastanawiałam się, czy mówiąc dziś rekolekcje do młodzieży należy zakładać, że oni mają jakąś wiarę, choćby tą tradycyjną, na zasadzie "babcia chodziła, mama chodziła to i ja chodzę" - czy nie lepiej byłoby zakładać, że oni już i takiej wiary nie mają?
No i słuchałam go, i to, co mówił, wydawało mi się takie siermiężnie słodkie i proste, niechwytliwe w moich realiach, tak?

środa, 21 lutego 2018

za miesiąc wiosna

miesiąc robi różnicę :P
ale ale... jak dobrze się przyjrzeć...

W parku nakryłam dzięcioły dwa, ewidentnie się ganiały - albo jeden drugiego wyganiał z rewiru, albo takie mają zaloty :). Za szybkie i za daleko na lepsze zdjęcie.
Chyba dzięcioły duże...
Dwie kawki jak gołąbki dwa.
Bażanciki-koguciki bitne jak na koguciki przystało.
Robale-kowale poczuły słoneczko.
I paw też poczuł.
Coś mi się wydaje, że teraz zaczną się filmy o pawiach...




On się tu puszy, a ona go dziobie :). Baba. :P


W każdym razie ja poproszę przynajmniej jednego następnego małego pawia w tym roku :).

A polecony okazał się z KULu, za robotę wykonaną w 2016, zaksięgowaną pewnie na 2017 - no i mam ten pit na 3 dychy, słodkie.

wtorek, 20 lutego 2018

o czym myślicie

jak ni z tego ni z owego znajdujecie w skrzynce pocztowej powiadomienie o przesyłce poleconej? :P Bo ja najpierw pomyślałam o przyjaciołach-tolkienistach. Potem zrobiłam rachunek sumienia z rachunków i płatności z ostatnich pięciu lat (bilans: zero), a potem przeleciałam myślą wszystkich, którzy mogli ewentualnie podać mnie o coś do sądu / wezwać na policję :P. Przez ułamek sekundy straszliwą tęsknotą przeleciały mi przez głowę i serce moje dzieciaki - po kolei, od pierworodnego do szczawików w Lbl, nie no, idiotko, przecież nie pisaliby poleconych... Na PITa chyba za późno, zresztą w tym roku nikt poza szkołą nie był moim płatnikiem?
No nic, złapałam ten papir i poleciałam na pocztę. Nie ma, będzie jutro, znaczy jest, ale nie zaksięgowany w nieodebranych, nie wydadzą. OK, ale skąd? Z Lublina?
No, to chyba _nie_ tolkieniści. KUL sobie coś przypomniał? W tym roku?
W tym roku nie miałam chyba nic wspólnego z KULem?
I ponowny rachunek sumienia z ewentualnych rachunków (ale czemu z Lublina mieliby pisać?) i ze spraw sądowych na szczeblu wojewódzkim :P.

I nie wiem, czekam na to jutro. :P Pewnie straszna duperela, a ja znowu nie będę spać. :P

poniedziałek, 19 lutego 2018

no to siejemy

sto takich ziarenek
w dwie doniczki
i na razie na stół.
Obok kiełkującej rzeżuchy.
A ta na parapecie też rośnie.
W czerwonym towarzystwie buraczków.

Z cyklu "God, give me", wyszperane w necie:
Idąc do pracy minęłam niewidomego pana z białą laską-kijkiem, tia. Czasem go mijam. Dziś przyszedł przypomnieniem pierwszego czytania... i wiem, czuję się tym, co nie chce słuchać z powodu udręki ducha i ciężkich robót. Które, btw, czekają, aż skończę się bawić wpisami na blogu - i dlatego ten wpis będzie dłuuuugi. :P.
Bóg zawsze uderza tam, gdzie cię najbardziej boli - sarknęła ciotka-neonka, owszem, dodając potem, że prawdopodobnie uderza po coś. :P No pewnie tak jest... Pascha jest historią udręk i ciężkich robót, i niesłuchania Obietnic, które wydają się nie z tego świata zupełnie. Tak?

Wczoraj w zdrapce wielkopostnej podobno mieli szukać swoich talentów. Tak, mam ich parę, wiem. Wyszywanie, pieczenie ciastek, może tłumaczenie różnych dziwnych tekstów, pewnie robienie całkiem przyzwoitych zdjęć. Co z nimi robię? A co mogę, jeśli nikt ich nie chce? :P
Nie wiem, Panie - cały czas wraca, że naprawdę pojęcia nie mam, czego ode mnie Chcesz. Co Chcesz, abym czynił, tak? (tia, synek, świetnie znam ten tekst, znałam go, zanim byłeś na świecie...) Moim zdaniem to ja już zrobiłam wszystko, co mogłam (i miałam) zrobić, czuję się całkowicie spełniona, zrealizowana i wcale mi więcej nie trzeba. Mogę się zbierać.
A Ty Mówisz: nie.

Ffffkurza mnie to, Wiesz? :P

niedziela, 18 lutego 2018

o zimie, o wiośnie i o pustyniach

z grudnika czy listopadka zrobił się lutnik :).
A w ogrodzie pełnia zimy.
Jedynym barwnym akcentem jest... wrzosowisko.
Wrzośce zbierają się ku kwitnieniu...
Ten chyba miał być czerwony?
Ale od południowej strony, przy domku, widać wiosnę. Nieśmiałą.
Opatuloną w sasankowe futerko.

Cieszę się każdym źdźbłem. Każdym listkiem. Że oliwka mi zaczęła rosnąć na parapecie.

Dasz mi Tam ogród, prawda?
Patrzę na Jej Wysokość, śmieję się sama z własnej głupoty, marzę, że jeśli kwiatek się przyjął, to może i bachor gdzieś tam też żyje dobrze - oby, tia, ja nie muszę. :P

Sikorki w parku. I chyba gdzieś jakiś kowalik.


Niedziela Pustyni. Znowu wraca w mądrości Kościoła, w cyklu wielkopostnego "Ojciec widzi"-Pustynia - Przemienienie - skrutinia. Electio - Transfiguratio - Aqua - Lumen - Vita - Redditio.
Myślę, że dobrze zacząć Post od spowiedzi. Żeby dobrze wejść ten rytm - rytm serca Kościoła.
Dziś Electio i Pustynia. Uroczystość na pustyni. "Panie, czemu zezwoliłeś wyrządzić zło temu ludowi? Czemu mnie wysłałeś? Wszak od tej chwili, gdy poszedłem do faraona, by przemawiać w Twoim imieniu, gorzej się on obchodzi z tym ludem, a Ty nic nie czynisz dla wybawienia tego ludu". "Za dni Noego cierpliwość Boża wyczekiwała, a budowana była arka", tia. W teorii jest łatwo: wystarczy założyć, że jeśli nic się nie dzieje, jeśli Bóg pozwala umierać, co coś Kombinuje na tej Pustyni, tak? Czeka, aż zbudujesz arkę. :P Tyle, że jeśli cię biją ci Egipcjanie, jeśli umierasz, to masz gdzieś wszystkie arki, tak? I wolałbyś nie mieć ani pustyni, ani uroczystości.

A jeśli Electio polega na zgodzeniu się, żeby nie oglądać, że Jego drogi to łaska i wierność?

"Mamo, poszedłem na 40 dni na pustynię, żeby być kuszony przez diabła. Nie martw się o mnie. J." taaa.  O Niego to może rzeczywiście dało się nie martwić. :P Chociaż nie jestem pewna.

sobota, 17 lutego 2018

nie zmarnuj tego Postu

powiedział mi mój idol Ksiądz Gie na spowiedzi. A jak odchodziłam, już sprzed konfesjonału, szepnął mi jeszcze: niech cię Bóg błogosławi.
Tia. No strasznie trudne mi postawił zadanie. Jak nie zmarnować tego Postu? Jak "pracować nad jedną rzeczą" bez ubabrania się w bezsensowne postanowienia, z którymi w moim wykonaniu nikt obok mnie nie da rady wytrzymać :P? Najłatwiej by mi było zostawić wszystko, ciepnąć komputerem o podłogę i telefonem też. Stosunkowo łatwo będzie ograniczyć ten cukier, przeliczyć na dwa złote dziennie, czyli pod koniec Postu zrobić coś dobrego z uzbieraną stówą. Znam już kilku chętnych na taką stówę z moich pączków, tia. :P Trudniej będzie próbować co dzień zrobić kawałek Lost Road, ślęcząc przy kompie. Ale nie o to chodzi. Chyba.
Problem jest, obawiam się, zupełnie nie tu.

Nie wiem, Zechcesz mi powiedzieć, jak Ty byś to Widział?

Jej Wysokość podejmuje funkcje życiowe.
Kiełki rosną. W sumie to ja nie jem kiełków, tylko siewki. Więc jeszcze parę dni.
Jeszcze trochę i trza by się brać za sianie... aksamitek, łzawicy, tego, co będzie se rosło w ogródku potem.
Tęsknię za wiosną. Za konkretną robotą w ogrodzie, taką, że zrobisz coś i widzisz, że jest zrobione. Za zdjęciem czapeczki i szaliczka, i buciorów. W Niebie będę chodzić boso i w jednej szmacianej kiecce, ok? Już Ty musisz Się Postarać, żebym wyglądała w tym tak, żeby nie rzygali na mój widok - albo mnie gdzieś dobrze Schować.
W sumie wolałabym to drugie...

piątek, 16 lutego 2018

Wiesz jak

mnie boli, to bym wzięła różaniec i ryła bez końca, w ciemno, nie licząc tajemnic, nie rozpoznając tajemnic, nie zwracając uwagi na tajemnice, w kółko ile wlezie, nie tylko cztery razy.

czwartek, 15 lutego 2018

no wreszcie i do nas przyszła

ta zima.
To znaczy, już na ogół nie widać trawy spod śniegu. :)
Krety ryją, co według mojej Babci oznaczało, że jeszcze będzie mróz.
Może i będzie...
Kupiłam nasiona na kiełki, stoją sobie.
Nie wiem, czy chodzi o pogodę, czy o zmęczenie zimą, czy o nieumiejętność podjęcia pracy po 3 tygodniach wolnego :P - w każdym razie boli mnie głowa i zasypiam na siedząco.

środa, 14 lutego 2018

bidna środa popielcowa

jak zwykle :P zaraz idę spać... Tak wiem, cukier mam niski i kofeinę tyż. Nic na to nie poradzę :P.

Wstałam, poszłam na mszę - ku niekłamanej radości mej ksiądz - przynajmniej ten jeden - naprawdę wysypywał na głowach krzyżyki z popiołu, PeJeden obok, oczywiście, stawiał niewielką kropkę - i następny. :P Jak pani w reklamie płynu do zmywania naczyń - od talerza do talerza, kropla, kropla, kropla.

Ponad pół godziny zajęło mi kupienie biletu na miejski - u nas w sklepie akurat zabrakło, automat nie chciał ode mnie wziąć pieniędzy i przegrałam konkurencję pod nazwą "kup bilet", a w kolejnym sklepie najpierw musiałam odczekać, aż jedna pani przed mną zdecyduje się na rybki w pomidorach bądź w oliwie, a potem aż pan i pani, stojący za tamtą panią, uzgodnią, czy pierogi ruskie, czy leniwe - i trzy razy pobiegną od kasy do półki i z powrotem, bo czegoś tam zapomnieli. Bo kiedy poprzednia pani wybierała między pomidorami a olejem, za mało mieli czasu, żeby się ogarnąć, tia.

No kupiłam w końcu ten bilet, pojechałam do przewidywanej następnej pracy, zrobiłam z dzieciakami 3 godziny zajęć, robota generalnie identyczna jak ta do tej pory, nie za dużo trzeba będzie się uczyć :P... no zobaczymy, tak?

Wróciłam, przygotowałam lekcje na jutro, jutro też mam po południu jakieś pracowe coś - chyba trza się dziś wyspać jednak :P. Ale generalnie mam wrażenie, że punkt ciężkości tego tygodnia już a mną, teraz zaczynamy zjeżdżać z górki.

Nie mam pojęcia, czy Obchodzisz walentynki (znaczy w jakiś inny sposób niż krzyżyk albo kropka z popiołu na głowie, tak?) Myślę, że dziś już tego nie Ustalimy.

Chodź spać.

wtorek, 13 lutego 2018

w ostatki o drobiu

jak szyszki normalnie. Bliżej? :)
Poza tym zdybałam dziś pierwszego zielonego dzięcioła.
Widać?
One u nas pojawiają się w lutym i zwiastują wiosnę... Nie wiem, co robią w grudniu i styczniu, nie mam pojęcia, co jedzą - u nas w ogóle w grudniu i styczniu ciężko spotkać dzięcioła, pojawiają się dopiero w lutym, chociaż księgi twierdzą, że dzięcioły nie są ptakami przelotnymi i teoretycznie powinny siedzieć na miejscu? I za Wisłą, od zachodniej strony, u Babci, przez całą zimę robiły napady na karmnik dla sikorek. A u nas jakoś znikają na dobre dwa miesiące.
No ale już są.

Więc skoro są i wiosna idzie, wyciągnęłam kiełkownice i w czwartek kupię nasiona na kiełki.

A jutro Popielec. I rocznica śmierci chrzestnego. Jak se przypomnę, co rok temu robił bachor, to mi się zimno robi :P, powinnam chyba dziękować, że jest bezpieczniejszy, tak? :P Przynajmniej chwilowo... może. :P Boję się o niego, nic nie mogę zrobić, pewnie nigdy już nic nie będę mogła. W obecnym dole :P mam fazę na "nie nadaję się na matkę, niech go se weźmie ta, co ma bliżej, skoro go tam Zabierasz, a ja nie dam rady jeździć" :P. Tia wiem, czysta histeria i negowanie siebie. Oddać wszystko, zwinąć się w kłębek i udawać, że znikłam. Wiem. Ale nie ma mnie więcej, tylko to.

Skarbonka wielkopostna, w zasadzie adwentowa, stoi pusta - od początku adwentu nie było w niej nic. Nie wiem, czy co się uzbiera przez te 40 dni.
Nic, Panie.
Nic.

I coraz bardziej widzę, jak nie ma dla mnie miejsca w starej pracy - Pokazujesz mi to na odejście, tak? Jutro mam spróbować w ewentualnej nowej, zobaczę, oni mnie zobaczą, no i tu też nie wiem co, czy, jak.
Nie wiem.
Nawet jeśli z pięciu chlebów dwanaście koszów ułomków, a z siedmiu siedem, i to się wcale nie przekłada na matematykę - po prostu boję się, Wiesz?