czwartek, 14 grudnia 2017

dziś dla odmiany

większą część dnia spędziłam w sprawach pracowych. Lekcje, przygotowanie lekcji, sprawdzanie, takie tam. Najwyższa pora wyłączyć komputer i zacząć się modlić.

BTW. J. w pracy dziś opowiadał o kolejnym zakonniku, franciszkaninie, co - niestary jeszcze chłop - umarł sobie w tych dniach. Co ich tak wymiata? - zdziwiłam się, bo to już któryś z kolei z tego klasztoru. - Koniec świata idzie czy co, Pan Bóg służby specjalne odwołuje?

Być może.
Przecież zdarzało mi się prosić: jeśli Masz przyjść, to nie Powołuj, bo po co. :P
Nie wiem, może dlatego mi się wszystko kończy. I nie chce mi się nic zaczynać.

środa, 13 grudnia 2017

szaro, buro i ponuro

oczy szukają jakiegokolwiek koloru. Jest.
Posprzątałam na pierwszym cmentarzu, wygonił mnie prószący, topniejący w powietrzu śnieg. Ugotowałam pierogi i uszka na Wigilię, zamrożone. Szkoła przygotowana na jutro. Pranie się suszy. Włosy pofarbowane. Mleko kupione. W zakupione wczoraj spodnie się nie mieszczę, muszę je jutro odnieść, wymienić. Mówiłam pani, że to za mały rozmiar, tia... pięć lat temu by wlazło...

Pomodlić się i spać.

wtorek, 12 grudnia 2017

wychodzę do pracy

wracam z pracy

tyle że z drugiej strony :). świata.

Faza "nic mi się nie chce" w toku. Muszę się zebrać i zrobić dzieciakowi tą paczkę w końcu, tak? Strasznie mi ciężko w tym wszystkim. Nie mam pojęcia, jak się robi paczki, nie wiem, jak toto zaadresować, pokonuje mnie to wszystko. Nie wiem, jak Widzisz mnie w tym, co się dzieje, pojęcia nie mam, czego Chcesz i jaki to ma sens - o ile ma, tia.
Najlogiczniej by było jakbym znikła. :P

poniedziałek, 11 grudnia 2017

trzy rzeczy rano

zanim (trzeci już raz dziś) zajdę do taty, zaliczę z nim Lublin i może nawet wrócę - ale raczej pisać mi się nie zechce.

Po pierwsze, zastanawiałam się, patrząc na słabe światełko mojego lampionu na tealighta i świecące wyświetlacze smartfonów - kiedy ktoś wymyśli lampion wirtualny? W komórce?

Po drugie, Wielebny D. na kazaniu powiedział: nie musisz widzieć, ale patrz. Nie musisz słyszeć ani rozumieć, ale słuchaj. Wpatruj się i wsłuchuj się, gap się jak cielę na malowane wrota, zawieszaj się w słuchaniu i w zagapieniu. Wystarczy.
Śmieszne, że takie kilkudaniowe kazanko takiego D. ma więcej do powiedzenia niż kilometrowa mądra czytanka o teologii adwentu, tak?

Po trzecie, dostałam oficjalną kartkę z powołaniem do rady parafialnej. No co, no. Samuelowe: jestem, przecież mnie Wołałeś. Powtórzone na konsekracji, powtarzane teraz. Bez entuzjazmu, bez oporu. Nie mam pojęcia, co ja tam mogę robić, ale skoro Wołasz, to jestem.

niedziela, 10 grudnia 2017

nowy poranek mamy

tak?

wieczorem:
i wieczór.

Nie chce mi się nawet pisać, co się dzieje. Tyle, że jeśli rodzice nie zmienią zdania milionowy raz, to jadę jutro z tatą do chirurga. Pozamieniałam się w zeszłym tygodniu w pracy, odwołałam parę ważnych rzeczy, a tu słyszę: tata nie jedzie, szukamy lekarza tu. Ok, to ja idę na spacer. Wracam po godzinie. Słyszę: jedziesz. Za godzinę: nie. I tak w kółko.

Totalnie mi się nic nie chce i na nic nie mam siły.

sobota, 9 grudnia 2017

tia, Panie

wiem - to wszystko są duperele. Nie ma się na co nawet oglądać. Tyle, że zabierają siłę, denerwują, wymagają totalnego kontrolowania siebie, żeby dać sobie z nimi radę jakoś, tak?

Półdzień skupienia w Lbl, przed i po - rodzice. Heh. Naprawdę nie wyrabiam, Wiesz? Uciekam do siebie, próbuję jakoś to ustawiać poza sobą, nie wiem. Nie umiem. Jest ciężko.

A rekolekcje, tia.
Nie wiem, czemu tak Robisz, że Mówisz mi, jak to Dajesz za mnie ten Egipt i Kusz, i Sabę, ludzi i narody - a jak patrzę na swoją historię, to ja jestem tym Egiptem za życie kogoś innego, tak? Bo Prowadzisz czyjąś historię tak, że mnie Przejeżdżasz czołgiem? Ok, Masz prawo i tak robić, jeśli Chcesz, ale czemu mi Opowiadasz, że Robisz to, czego właśnie _nie_ robisz? Jeśli to jest prawda, to czemu jej nie ma?
Nie chcę histerii, chcę historię, tak? Nie chcę obiecanek-cacanek, chcę fakty. Jeśli mnie Kochasz, to Się o mnie troszcz. I może jednak nie Czekaj z tym do śmierci, jeśli nie Chcesz pozwolić mi szybko umrzeć...

Nie wiem, czemu tak Robisz, że ciągle mi Robisz w życiu powtórki z tego samego. Zamykasz drzwi tak, że nie widzę żadnego okna, które podobno, jak mówią, Otwierasz zawsze, kiedy Zamykasz drzwi... Naprawdę czuję się jak neon ciągle wracany na tym samym skrutinium. Jeszcze raz to samo, jeszcze raz nie daję rady, jeszcze raz z powrotem. Ale Wiesz, nawet neony litują się czasem na zasadzie: w sumie należałoby ich wrócić, ale jak ich wrócimy, to wszyscy wymrą... :P Sam Mówiłeś, żeby nie otrząsać oliwek do ostatniej i nie wracać dla pozbierania przegapionych winogron, tak?

piątek, 8 grudnia 2017

krewetka na widelcu

czyli o poście, którego nie ma dzisiaj, o plasterkach salami pracowicie mimo to wydłubywanych przez W. z pizzy pepperoni, i że nie wiem kiedy proboszczowie dojrzeją do tego, żeby ogłaszać w ogłoszeniach parafialnych, że w ten piątek można jeść mięso, zamiast gadać 5 minut o nikogo nieinteresujących gupotach na temat rady parafialnej, biegu mikołajów, sprzedaży prasy katolickiej (zresztą odbywającej się jak zawsze, bez żadnych zmian) i takich tam, tak?
:)))

No i co, że kompletnie do mnie nie trafia, że Miriam taka piękna i czysta, że to tak wzniośle być babą, że każda baba jest wezwana blablabla. Ona to ok, ale ja? Nijak nie jestem w stanie zrozumieć, że może nie być tego całego mojego syfu - no jak może nie być, jeśli jest, jeśli jest integralną częścią mnie w mojej babskości, w fizjologii, w realności grzechu - no jak może nie być? Ja, grzesznik, puch marny miotany cholernymi emocjami bez sensu i bez żadnej potrzeby, i bez żadnego dobra -  _nie_ jestem pełna łaski.

czwartek, 7 grudnia 2017

straszne, świecące grzybki

rodem z Mordoru :P
a przynajmniej kojarzące mi się z pierścieniakiem grynszpanowym.
Takim zielonym, nakrapianym, chorobliwie oślizłym, co rośnie w pokrzywach. Błe.

A tak kosmicznie wygląda całość:


Nie wszystkie dekoracje na szczęście są aż tak nieudane. O, proszę:

 (to ostatnie zdjęcie mi się strasznie podoba, wyszło bardzo malarsko, tu jest link do większego rozmiaru)

 A poza tym po dzisiejszych lekcjach, radzie i zebraniu, przy obolałym łbie - obiecuję sobie, że za chwilę pójdę spać. :). A drukarka zauważyła tusz, zareagowała na niego zapaleniem wszystkich możliwych kontrolek na raz, nie wydrukowała strony kontrolnej, nie zażądała konfiguracji nowego pojemnika - ale po spacyfikowaniu wiadomą solą na razie siedzi cicho i pokornie drukuje, co trza. :P No zobaczymy.

środa, 6 grudnia 2017

drukarka znowu siadła

drugi raz w tym tygodniu, hm, może ją wyegzorcyzmować na wszelki wypadek? Nie mam siły z tym walczyć i zaczyna mi być szkoda pieniędzy na to wszystko... proszę. Raz mi Pomóż, nie że zawsze wszystko mi się psuje, wali, odmawia współpracy, co?

No powiedział mi spowiednik dziś: będzie tylko gorzej :P. Cytuję: a znałaś jakiegoś świętego, który miał lekko i łatwo? Chciałam odszczeknąć, że ja się na świętą nie nadaję :P, przełknęłam, zatrzymując dla siebie wniosek, że najgorszą zemstą na nieprzyjacielu jest zacząć się modlić, żeby został świętym, tak? :P I jeśli, dziecko, modlisz się dla mnie o świętość, to natychmiast przestań. :P Przynajmniej na jakieś dwa tygodnie, muszę złapać tchu. :P

Żebyś mi Pobłogosławił - tak zwyczajnie i prosto. Żeby mi się chociaż jeden problem wyprostował. Żeby chociaż tydzień minął bez dopłacania do remontu czegoś, co się właśnie zepsuło. Proszę. Naprawdę już nie wyrabiam. Nie mam siły, a kasę skąd mam brać? Jutro złapię 60 zł i zainwestuję w tusz, żeby sprawdzić, czy drukara widzi inny pojemnik - nagle przestała widzieć ten, co był, oryginalny, a jakże, założony może 2 tygodnie temu. Drukara oślepła w trakcie drukowania dokumentu, wydrukowała stronę i zgłosiła: printer error, awaria pojemnika z czarnym tuszem. Dzięki. Super. Tyle że w niedzielę, 3 dni temu, drukara w ogóle odmówiła współpracy, musiałam ją reinstalować...
No kupię jeszcze ten tusz, jak zobaczy, to wyegzorcyzmuję i potrzymam na próbę. Jeśli nie zobaczy i jeśli będzie się dalej tak wściekać, to wywalę przez okno. Uprzedzam Szanownych, żeby mi pod oknem nie łazili. :P

Kompletuję powoli paczkę dla bachora. List chyba znowu zamknę w trzech zdaniach: nie podoba mi się to, co planujesz, uważam, że nie powinieneś tak robić, że to złe, i proszę, nie rób tego bez szczerej konsultacji z przełożonymi. I tyle.

Naprawdę nie mam siły już. Rozumiesz? Jak tak Będziesz to prowadził, to g* ze mnie Zrobisz, nie świętą. I nawet nie będę żałować. :P Bo czego tu żałować, takiego prze@#$%ego życia?

wtorek, 5 grudnia 2017

patrzę na prognozę pogody

i nawet nie chce mi się pisać. Co ja mam Ci publicznie co dzień karczemną awanturę robić, tego Chcesz?
Jak mi nie Pobłogosławisz, to w cholerę to wszystko, całe to życie.