wtorek, 23 maja 2017

susza i konwalie

też suche, o:
Nie pamiętam, czy ja włożyłam, czy ktoś inny - z faktu, ze w psalmach, wynika, że pewnie ja.... ale nie pamiętam kiedy. Może w liceum, może nawet w podstawówce.

Nie pada. Jest gorąco, parno i pochmurno - i nic. Ogród mi wyschnie, jak nie Podlejesz. Bo ja nie mam jak. Jutro znowu Lublin - i nie, wcale nie czuję się jeszcze dobrze.

Dopadłam z aparatem moje maleństwo :)
Myślę, że drugi też żyje. Ciężko je znaleźć między liśćmi, głównie na drzewach są. Młody, bo mniejszy i nie ma białych plam na szyi. Na 99% jeden z moich, bo na tym samym drzewie, co gniazdo. Poza tym widziałam dziś młodego, tegorocznego kosa. O, Widzisz - jak nie popada, to wanna kosom wyschnie do imentu, i co będzie?

Jeszcze najnowszy widok z mojego balkonu na świat:

poniedziałek, 22 maja 2017

wszechrzepakowość :)

wpiszcie, o Szanowni, w wyszukiwarkę "pola rzepaku", to wam wyskoczy, przez co dziś jechałam. :) Aparatu nie wzięłam. W głowie mi się ciągle przelewa, w układzie trawiennym już mniej. Lekarz mamy na dziś załatwiony, w środę powtórka.

Proszę o modlitwę za naszych dwunastu jeszcze diakonów - święcenia w sobotę - i za tych, co wyświęceni w tym roku nie będą. Patrzę tak na nich, porównuję - no i nie wiem, jak to działa. Czemu ci, a nie tamci. Trochę jak dlaczego ja, a nie Pani Iks czy Igrek. Szkoda mi trochę paru. :P Nie wiem, czy dożyję dnia, kiedy moje własne będzie tak na ostatnich dniach przed - i jak to będzie. Jeśli będzie - wola Twoja. Widzęwidzę, kapłaństwo jest Łaską. Nie za coś, tylko "bo tak".

I za mnie też poproszę, bo zasypiam na początku różańca - ciało nie daje rady jeszcze.

niedziela, 21 maja 2017

no i mnie dopadło

paskudne choróbsko o znamionach zatrucia. Być może pokarmowego. :P Wirusa też nie wykluczam. Qrcze. Jutro muszę z mamą jechać do lekarza, ciekawe, jak się wygrzebię (albo jak mnie Wygrzebiesz, tia). Na razie Idziemy się zagrzebać w łóżko :P, ok?

Mózg, wyraźnie przytruty, nie wyrabia z błędnikiem. Pół nocy śniła mi się P. w roli mojego dziecka gdzieś na wyjeździe. I wiem, nie było takiego czegoś i nigdy nie będzie pewnie, ale P. jest w moim sercu. Boję się o nią, bo na dobrej drodze nie jest, tak? I albo zabłądzi, albo nie da rady - jeśli czegoś nie Zrobisz.

I tia, wiem co by mi na te objawy powiedział weterynarz mojego Psa :P - bardzo silne podrażnienie żołądka i tyle.
Chciałabym w tym całym doświadczaniu słabości (chociaż jak mam siłę rzygać to jeszcze pewnie _nie_ jest doświadczenie słabości) usłyszeć: kocham cię.

sobota, 20 maja 2017

lilia dolin

convallaria. Kwiatek Val(l)arów :))).

A to z cyklu: wytęż wzrok i znajdź drozda. Chyba mały, tegoroczny.
Kosica też myśli, że się schowała.
Śliczne są, takie rabe, niejednolite.
A szanowny małżonek, co przyleciał do michy z wodą dokładnie w chwili, kiedy otworzyłam drzwi altanki, zaprotestował głośno i dobitnie wyraził pełne dezaprobaty zdumienie: co robię w jego łazience? A potem usiadł w krzaku bzu i śpieeeewał.

Wiesz, myślę, że Musisz Sobie jakoś poradzić ze mną, z tym, czym jestem. Że znowu nie zrobiłam czegoś dobrego, no wiem, nie muszę. Ale byłoby Ci miło. :P Ale ja jestem właśnie taka. Jak mogę się schować, to będę się chować, tak? Jak mogę się nie pokazywać, to się schowam. :P Wiem, w ten sposób nie da się zrobić wiele dobra. No Musisz to wziąć pod Uwagę - że to ja. I że wcale mi nie jest z tym łatwo. Wolałabym być inna - albo nie być wcale, tak?

Tia wiem, znowu jestem na krawędzi wspaniałego syndromu DW. Nie wiem, jakim cudem, mając lepszych na pęczki, Wziąłeś Sobie taką mnie. I na co Ci to.
Nie wiem.

piątek, 19 maja 2017

Pamiętasz

Miłości?
5 lat. :)))

16.30
Chronologicznie, znalazłam, to było 11 maja. Kairologicznie piątek  piątego tygodnia wielkanocnego. Myślę, że czas liturgiczny ma duuużo wspólnego z kairosem. Tu opowiadanie, co się stało. :)

I taki obrazek :) dla porównania.
Jakiś nowszy wtedy był ten brewiarz, jeszcze dzieciaki go nie używały, nie był pooklejany, tia. :)

A wracając do współczesności. Jutro chłopaki mają sqpienie, zaczynają rekolekcje przed święceniami. Tak, noszę ich wszystkich. Jakoś. Następny tydzień lekki dla mnie nie będzie, lol, przypadek? :P
I co chłopcy powiedzą Ci za rok, dwa, pięć lat?

czwartek, 18 maja 2017

i wyleciaaały...

od rana gniazdo po grzywaczach puste. Widziałam jednego w locie, myślę, że drugi też żyje. :) No i co, tylko westchnąć i przejść do porządku dziennego nad syndromem pustego gniazda.
A kopciuszek jeszcze karmi.

W ogrodowej mikrosadzawce z plastikowej miski coś się kąpie, połowa wody była wychlapana jak przyszłam, a w pobliżu kręciła się sójka. :) A w ogóle spod nóg uciekł mi bażant.
Posadziłam łzawicę. Z osiemdziesięciu bodaj nasion przeżyło około 60 sztuk rozsady.
A tu mikrospacer po ogrodzie.

 I pozdrowienia od bogatki.

Zanim opanuję sztukę robienia (i montowania) filmów, pewnie mi się odechce to robić. Ale bawię się.

środa, 17 maja 2017

całkiem duży pasztet :)))


dwa pasztety. :))))
Mielą się w gnieździe, ciężko im się już pomieścić, lada dzień będą próbowały fruwać. Cieszę się, że przeżyły, że są takie silne. 

A to drozd, który myśli, że go nie widać. :)
Tu w całej okazałości.
Pół dnia w ogrodzie, basen dla kosów zainstalowany (nie pokazały się, pewnie patrzą z daleka i sprawdzają, czy to nie zjada kosów :), ogród podlany, cukinie posadzone. Teraz na sadzenie czeka łzawica... zanim dojrzeje, zanim pozbieram - heh, chciałabym mieć pewność, że będzie ją komu dać :), tia. Wywaliłam dziś sadzonki winogronu, który w sierpniu zamówił dla siebie chrzestny... Wiem, nigdy nie ma ani gwarancji, ani nawet wystarczająco wysokiego prawdopodobieństwa :P, że człowiek dożyje do zbiorów z tego, co sadzi. Albo że ciągle będzie w tym samym miejscu, żeby móc zebrać. I piosenka mi się przypomina, heh, pamięta ją ktoś jeszcze? Musimy siać... I druga: Sadźmy, przyjacielu, róże. Tia. 
Sadźmy, przyjaciółko, łzawicę. I módlmy się, żeby był ktoś, kto pozbiera, weźmie, przerobi na różańce, będzie się modlił już za następnych. Może ja, może szczeniak, może chłopaki, może ktoś zupełnie inny. Słodka sztafeta, którą trzeba być gotowym w każdej chwili zostawić. 

Świat kipi od wiosny, a mi się, proszę bardzo, na eschatologię zebrało.

wtorek, 16 maja 2017

widać?



zrobię lepszy. Kiedyś. Może. Zrobienie stabilnego filmu z ręki na razie jest absolutnie poza moimi możliwościami, zwłaszcza jak mnie muchy gryzą. :P

Z ciekawostek ogrodowych. Wczoraj przed koszeniem zerwałam niezapominajki z trawnika, bo mi szkoda ich było, i włożyłam do wody w misce po świętej pamięci Psowatym :) - i oczywiście zapomniałam. Przychodzę dziś do ogrodu, niezapominajki elegancko ususzone leżą dookoła miski. Acha, ptaki - myślę. Mam już wprawę w takim myśleniu po zbieraniu po całym ogrodzie roznoszonych przez ptaki doniczek. Znaczy, tak intensywnie piły? Wydziobywały jakieś robale? Czy co?
No nic, coś tam w ogrodzie robię, patrzę - przyszedł kos. Kosy zawsze przychodzą, rzadko przylatują.
Zezuje na mnie i jednoznacznie zmierza do miski. Podszedł, łyknął raz, drugi - a potem władował się cały i rozpoczął kąpiel. Ożeszty :) - zaśmiałam się na głos. - Dżakuzi ci się zachciało? Chlupał się i patrzył na mnie, wyraźnie zadowolony. Najwolniej jak umiałam przysunęłam się w kierunku aparatu. Kos, zdegustowany, opuścił miskę (też coś, zdjęcia w kąpieli, zgłupiała baba :) i odskoczył za altankę.
Muszę im zrobić jakieś kąpielisko z prawdziwego zdarzenia, obok tej miseczki sześć na dziewięć. Coś szerokie i płytkie, i wkopane w ziemię. Głębsza i większa podstawka pod kwiatek albo jakaś większa ale płytka miska plastikowa?
Spróbujemy.

poniedziałek, 15 maja 2017

nabywam nową umiejętność :)

i nie chodzi mi o koszenie trawy w ogrodzie, obserwację, co gdzie się gnieździ, kto się gdzie czarnokosi (kosa mało nie skosiłam, nomen omen :), znokautował moją mamę, która pilnowała kabla od kosiarki, i mało nie usiadł mi w trawie przed samymi nożami, no bezczelne są, tia).

Ad topicem. Pracuję nad umiejętnością stabilizacji obrazu. Ale to jeden z pierwszych moich filmów, bodaj pierwszy, który dał się umieścić w sieci. Tia wiem, śmieszne, że grzywacz szczeka. :)))


Poza tym. Młode drozdy biegają stadami, śmieszne, kuse trochę, zrobię zdjęcie któregoś pięknego dnia.
Moje grzywacze lada dzień wyfruną.
Mają może dwa tygodnie, może 10 dni. Całkiem duże kury. :)
I tia, są dwa.
A bogatka, proszę Szanownych
założyła gniazdo w rurce-słupku od mojej ogrodowej furtki.
Nurkuje tam z robalami w dziobie i karmi dzieci.
A potem wychodzi bez robali :) i frrrrrr na polowanie. Tu akurat tatuś.
Śmieszne, myślę - tylu ludzi przechodzi co dzień przez tą furtkę albo obok, nikt tego nie widzi? :) Tylko ja?

Mozolnie wracam do pracy :), normalnej znaczy, po ponad tygodniu matur i matur i matur. Ciężko, czasem bezsensownie :P. Koniec roku widać, tyle dobrego. Ale to jest tak - jak skoszę trawę w ogrodzie, to jest skoszona. A jak przeprowadzę, choćby największym wysiłkiem i staraniem, lekcję - nie zostaje nic. I tak można na abarot uczyć chłopaka kończącego drugą klasę gimnazjum odmiany I am, you are - a jutro i tak nie powtórzy. Co robi w drugiej klasie? Co robi w życiu, w pseudorodzinie, w której jest już drugi tata i nowe, lepsze dzieci? Czy ten angielski i ta odmiana chociaż raz mu się w czymkolwiek przyda? Pytania otwarte.

edit: uczę się. :)

niedziela, 14 maja 2017

wiem, synek

i tak za tobą nie nadążę :P, nie ogarnę, nie pojmę. Jakoś tak to jest. Pewnie nie muszę. Zbyt szybko ci się życie dzieje, zbyt daleko jesteś. Chciałabym wiedzieć, co, jak, co dalej, na jakim etapie teraz, no i wiem, że nie wiem. :P Dziesięciosekundowy telefon z cyklu "matka pomóż" i tylko z zadyszanego oddechu wnioskuję, że żyjesz, tak?

Ciężko jest aż tak oddać kogoś, kogo aż tak kochasz. Wiesz? Nie, jeszcze nie wiesz. :P

Poza tym. U nas dziś pierwsza komunia, trzeba się jakoś przelogistykować z godzinami mszy, i to na cały tydzień, w miarę możliwości - nie wiem, planu jeszcze nie mam. Babska strona mojego istnienia znowu mi dokucza, zresztą dokucza mi cały czas, tylko na różne sposoby. Jak psychika się pacyfikuje, to ciało najlepiej wyrzucić do śmieci. :P Do pojemnika na materiały bioaktywne. :P

Grzywacz na jodle pod moim oknem robi gniazdo. Zasiada na modrzewiu z gałązką w dziobie, rozgląda się i znika między gałęziami jodły.

Nie wiem, czy ze względu na szaloną fizjologię uda mi się posiedzieć w ogrodzie dziś. Parę zdjęć wczorajszych:
Mieszkań wiele, Powiadasz. A coś z ogródkiem? Taras? Albo chociaż duży, słoneczny balkon?