poniedziałek, 10 grudnia 2018

prawda jest taka

M, synu, że ja też jak mam coś do załatwienia, czego nie chcę załatwiać, to mam pierońskiego stresa. :P Nie znoszę łazić po kancelariach parafialnych, plebaniach, dawać na msze, załatwiać jakichkolwiek spraw na parafii, może przede wszystkim wchodzić w jakikolwiek kontakt z księżmi, zakrystian(k)ami, organist(k)ami, siostrami zakonnymi habitowymi czy nie, niepotrzebne skreślić. :P Nie wiem, jak sobie z tym poradzę, jeśli któregoś z was kiedyś wyświęcą :P. W każdym razie jutro muszę iść do zakrystii, rozliczyć opłatek i zamówić ci tą mszę, tia. Radością mnie to jakoś nie napawa. Już chyba wolę iść do skarbowego. :P Niech tam, nawet do ZUSu.

Nie wiem, czemu tak jest.

Powoli przestaję mieć tematy do pisania na blogu... Tyle może, że Wielebny D. wymyślił duchową adopcję swojego dziecka :P dla biologicznych rodziców: takie karteczki - deklaracje dychy różańca dziennie za dziecko. Fajnie, myślę, ale ile kółek różańca musiałyby zrobić dziennie moje znajome (bardzo wielodzietne) neony?
Mi pewnie nie wolno wziąć takiej kartki.

niedziela, 9 grudnia 2018

nie chcemy adwentu

- mówił Wielebny M. na kazaniu. Uważamy, że przygotowanie nam niepotrzebne. Naciskamy guziczek i chcemy natychmiast, tu i teraz.
Psiakość, ma rację - pomyślałam. Nie tylko w odniesieniu do pokolenia zet czy jak ich tam nazywają, tych z komórkami w łapie, żyjącymi na poziomie zapragnij - kliknij - konsumuj, czasem bez tego pierwszego. Myślę, że mówił o mnie. Gotowej już tu i teraz, wściekającej się, że nie da się kliknąć w ikonkę "Paruzja", na przykład. Albo: "śmierć".

Tak, ja nie chcę czekać. Może dlatego, że w czasie czekania dzieje się tyle zła, zło za złem, grzech za grzechem, i nie mam już siły patrzeć na ten łańcuch. Nie "przygotowanie się", raczej "staczanie się".

Wydaje mi się, że wracam do tradycyjnej, bezpiecznej, niemal bezosobowej wiary lat osiemdziesiątych, wiary bezrelacyjnej, nie oczekującej żadnej Bożej interwencji w życiu czy żadnego zainteresowania moim życiem. Jest? Ok, Jest. Kocha? Ok, Kocha. Gdzie Jest i gdzie Kocha? Nie wiem, w Niebie albo gdzieś. Robi mi to jakąś różnicę? W sumie żadnej. To bezpieczniejsze niż wierzyć, że coś Zrobi, czekać jak na Paruzję, kolejny adwent minie, i znowu nie stanie się nic, tak? Czytam to dzisiejsze Słowo, wiem, że nie spełni się po tej stronie życia. Może po Tamtej.

sobota, 8 grudnia 2018

nie nadaję się na rdzę

nie lubię żelaza. Całe moje ciało odrzuca już od tych pigułek. Psychikę zresztą też.

W kontekście Niepokalanego Poczęcia i obiecanej nam (podobno) na Końcu niepokalaności: oczywiście, że nie wiem, jak to jest być niepokalaną. :P Podejrzewam, że całe zło tego świata musi wydawać się strasznie obrzydliwe i wstrętne, jeszcze bardziej niż wydaje się normalnej, brudnej mi. Nie mam pojęcia, jak to będzie być niepokalanym po całym doświadczeniu zła, utaplaniu się, zanurzeniu się w tym brudzie i obrzydliwości, po przeżyciu ciągnących się latami przeróżnych jej fatalnych skutków - no jak, będzie jak gdyby tego nigdy nie było?

Myślę, synu, że dotąd nie wiedziałam, co to znaczy być świętym.
Myślałam, że można do tego dojść, ok, drogą stromą, trudną, ale nadającą się do wędrówki. Że to z Bożą pomocą da się zrobić, że jest to w moim/naszym zasięgu, że idziemy w tą stronę i że zrobimy to. Bo nas Odkupił, bo Łaska, Uzdrowienie, takie tam.
Teraz mam bardzo głębokie doświadczenie, że to zupełnie nie tak. Po prostu _nie da_ się tego zrobić, Łaska czy nie, Odkupienie czy nie. Uzdrowienie? phi, jakie znowu Uzdrowienie? :P

Prawda jest taka, że idziemy z bitwy w bitwę, mamy coraz większą kolekcję coraz paskudniejszych ran, ciągnie się za nami gangrena z tego, co nam się było zafafluśniło w którejś z poprzednich walk. Nadzieja? Jedna tylko: że będziemy bić się do końca. Bez nadziei, że wygramy.

wieczorem:
drugi tydzień adwentu, hm.


piątek, 7 grudnia 2018

Przyjdź

tak jak nie czekają na Ciebie zgromadzeni na roratach, planujący już świąteczne zakupy i sprzątanie. tak jak nie czekają śpiewający rorate, caeli, uciekający z zapalonymi lampionami w życie, nim przebrzmi ostatnia zwrotka. jak nie czekają zjadający kalendarze adwentowe, jak nie czekają poszczący, jak nie czekają odliczający dni do Bożego Narodzenia, godziny do przyjścia księdza w pierwszopiątkowe przedpołudnie.

Przyjdź. Powiedz, że już koniec, że już nie trzeba.
Przyjdź.

Południe.
Przyszłam z pierwszej pracy, naszykowałam się do drugiej,  zaraz zjem i polecę. Nie chce mi się nic robić. Palce mnie bolą od wczorajszego nawlekania łzawicy :P, bakalie do pierników powinnam pokroić, hmmm. Ambrożego dziś. Poprzednią porcję pierników niemal zjedliśmy, dziś czeka mnie, zdaje się, dopierniczanie. Zapierniczanie? Może.

Próbuję kolejnych adwentowych rekolekcji. I nic. Ignacjańsko-jezuickie porażają mnie ilością konieczności wyobrażania sobie - po wizji Abrahama jako rycerza Jedi, zrodzonej przez nadproduktywność wyobraźni mej, dałam se spokój. Inne, opowiadające historyjki o tym, jak ktoś dobrze postąpił i jakie to ma dobre skutki, i jak mam iść i czynić podobnie, rozwalają mnie bezkresem naiwności. Jeszcze inne, opowiadające o Miriam jako wzorze cnót wszelakich (ok, z tym się zgadzam) i jedynym ratunku dla świata (tu już mruczę hmmm?) są dla mnie do tego stopnia niezrozumiałe, że ani razu nie udało mi się zauważyć związku tytułu odcinka z jego treścią. Bywalcy religijnych stron internetowych wiedzą, o jakich rekolekcjach piszę, prawda? Tia, jest jeszcze to coś na mesendżerze, kusiło mnie nawet, żeby sprawdzić, jakie rekolekcje mają siostry zakonne :P i czy je wytrzymam - ale tu przeważyła niemoc techniczna. Nie mam mesendżera, nie wiem co to, nie chcę wiedzieć.

Patrzyłam dziś, jak moja mama sprząta. Polega to na wyjmowaniu całego gractwa z półek, odkurzaniu go i półki, i wstawianiu wszystkiego z powrotem tak, jak stało. Myślę, że za często traktujemy tak samo rekolekcje. Połowę trzeba by wyrzucić... a my - a ja - odkurzam i wstawiam jak było.

No i dlatego nie lubię rekolekcji typu "odgrzewany kotlet sprzed kilku sezonów". W Kościele naprawdę dużo się dzieje i jest o czym mówić. W moim życiu dzieją się takie rzeczy, że serwowanie rekolekcyjek dla grzecznej dziewczynki, które być może podobałyby mi się 10 lat temu, jest bez sensu.  Jak usłyszę jeszcze raz o setnej rocznicy objawień fatimskich, o tym, że był rok Miłosierdzia, albo że nasz kochany zmarły 13 lat temu święty powiedział, to chyba wyjdę z siebie.

Więc, cholera, jeśli nie Paruzja, to chociaż jakieś dobre rekolekcje... pliz.

czwartek, 6 grudnia 2018

spadaj, to nie twój mózg :P

mniej więcej tak mówi pewien Ransom do pewnego robala w ostatnim starciu z opętanym? diabolicznym? czymś. Nie wiem, może i dobry sposób.

Nie mam pojęcia, na ile to zewnętrzne, na ile wewnętrznie psychiczne, może zaburzeniowo. Chcialabym sobie teraz napisać litanię epitetów. Nie, nie obelg nawet. Obelga jest czymś niesłusznym, chyba. Chociaż nawet nie, litania jest długa, a to, co wiem o sobie, do specjalnie (słowo)twórczych nie należy. Krótki utwór w stylu haiku, powtarzany bez końca, w przeróżnych kombinacjach tych samych słów. Dwa ostatnie brzmią: czemu życie.

Mam sobie z tym dać radę? :P

środa, 5 grudnia 2018

nic mądrego

dziś nie napiszę. Tyle, że prawie rozniosłam opłatki, niektóre dając za darmo uzbierałam więcej kasy niż przed rokiem... Tyle, że w końcu przebrałam łzawicę, trzy pudelka po lodach mi wyszło, więcej niż kiedykolwiek. Jak ponawlekam na żyłkę, pewnie pokażę.

Modlę się, syneczku. Nie zapominam na sekundę. Wszystko - za.

wtorek, 4 grudnia 2018

gdyby Pan

Zastępów nie Zostawił nam potomstwa, stalibyśmy się jak Sodoma, bylibyśmy podobni do Gomory.

W takim brzmieniu przytacza tego Izajasza Paweł w liście do Rzymian. Ta sama Tysiąclatka w Izajaszu ma "Resztę". Pawłowi i tak pewnie chodzi po prostu o chrześcijan :P, Resztę ze świata, tą całą sól ziemi, garsteczkę w bezmiarze, kilku świętych może w Kościele, tia.

Wiem, syneczku.

Myślę ciągle o tym całującym Jezusie Matki Teresy.
Gdyby pocałunek Boga powodował cierpienie, to do d* z takimi pocałunkami i takim bogiem. Mam powtórzyć? OK. Gdyby pocałunek Boga powodował cierpienie, to do dupy z takim bogiem. Ale to nie jest tak.

Zobacz. Jeśli masz przed sobą ukochanego / ukochaną (możesz sobie napisać tego Ukochanego przez duże U), i widzisz rany - to chcesz całować po tych ranach, bo kochasz. OK, zwykle nie całujesz, wstydzisz się, boisz, nie wolno ci, nie chcesz urazić. Ale jeśli Bóg naprawdę całuje, to po istniejących już ranach, zwykle zadanych przez ludzi - tak, najczęściej jak u Zachariasza proroka: co za rany nosisz? W domu moich ukochanych tak mnie pobili...

Nie Całuje dlatego, żeby bolało. Nawet nie dlatego, żeby nie bolało. Może dlatego, żebyś poczuł, że nie jesteś z tymi ranami sam. Że jesteś z tymi ranami kochany. W tych ranach. Tam, gdzie najbardziej boli, gdzie najbardziej trzeba uleczenia. Miłości.

Nie wiem, czy Matka Teresa mówiąc tamte słowa zwyczajnie tego jeszcze nie wiedziała. Może palnęła bez namysłu jakiś często powtarzany pseudochrześcijański slogan. A może nawet już wiedziała, o co chodzi z tym całowaniem, ale zwyczajnie nie potrafiła tego powiedzieć po angielsku.

Zobacz. Słucham cię, wchodzę w twoją historię, coraz bardziej kocham twoje rany. Tak? Może stąd w chrześcijaństwie praktyka rozważania Męki i całowania krzyża. Praktyka często wynaturzana, zmieniona w rozważanie Męki dla męki, we wchodzenie w udręczanie siebie zamiast w miłowanie Poranionego.

Gdyby Pan Zastępów nie Zostawił mi potomstwa, gdyby nie Zostawił mi syna, gdyby nie ty - byłabym Gomorą.
Wiem, syneczku.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

naprawdę nie mam siły

i pewnie to będzie teraz częsty wpis.

Rozmawiam z K. na ulicy, słyszę: ani jednej sensownej wypowiedzi, choroba swoje zrobiła - co mam ci powiedzieć, córeczko? Z lingwistycznego punktu widzenia mowa chorych psychicznie jest arcyciekawa: zdania budowane poprawnie składniowo, z zerową wartością semantyczną.

Idę dalej. Interesuje Cię, że z nią hm rozmawiałam? Widzisz to w ogóle? I co?

Zakupy. Wlokę do domu dwie torby pełne żarcia (na wyjazd totalnie opróżniłam lodówkę). Znowu zmęczenie. Kochasz mnie? Gdzie mam to zobaczyć, że mnie Kochasz?
Ile bym dała, żeby to widzieć. W tej piiii historii, którą Ty Znasz na wylot, jak ja jej nie znam, jak ją dopiero poznaję - i coraz mniej mi się podoba, i coraz mniej widzę Twoją Miłość, no gdzie, gdzie?

Proszę Cię - Przerwij ten łańcuch zła, Zacznij w końcu wyprowadzać to dobro, jeśli to ma być życie - niech to, do cholery, będzie Życie, nie imitacja, tak?