piątek, 17 sierpnia 2018

uszyć synowi koloratkę :)

no ręka do góry, która jeszcze matka na świecie ma aż tyle szczęścia? :P

trza wykrój mieć, ok.
potem wyciąć z płótna dwa razy na jedną sztukę i z fizeliny utwardzacze do tego, po cztery na sztukę.
przypiąć paski fizeliny po lewej stronie płótna, klejem do dołu (według wykroju, półokrągłe to jest, nie prosty pasek)
 przyprasować
 wyjąć szpilki, delikatnie przyprasować miejsce zgięcia (proponuję najpierw paznokciem, potem żelazkiem)
i oto mamy taką formę przestrzenną:
a na dwie sztuki cztery takie formy.
jutro trzeba po prostu zszyć wierzch z podszewką według zwykłych zasad i (kupić i) naszyć rzepy. Wykonanie koloratki trwa (całkowicie ręczne) góra trzy wieczory, koszt jest żaden (płótno z zapasu gierkowskich, ślicznych, nieużywanych prześcieradeł :), resztki fizeliny, kawałek rzepa góra 60 groszy. Płótno nie uczula i mniej drapie niż plastik. jak się będzie nosić, może szczenię kiedyś mi powie, osobiście nigdy nie nosiłam :).

Widzisz, synek, to też jest trud, zmaganie - i radość. Może jeśli ja ci zrobię koloratkę, będzie ją łatwiej znieść. :P Ale nawet i nie to. Relacja to także pozwolić się kochać. A jeśli pozwolić się kochać, to także pozwolić się nieść, pozwolić za siebie cierpieć i może za siebie umrzeć. Tak samo, jak ty sam jesteś gotowy kochać, nieść, cierpieć i umrzeć, jeśli kochasz.
Nie ma większej miłości.
Nie ma większej radości.
I większego bólu.

czwartek, 16 sierpnia 2018

na wąwozach z chłopakami

szalona wyprawa :) zarządzona wczoraj wieczorem przez szczenię.

O mój ty wymłócony i wytłuczony... WIERZĘ, cholera.
Szliśmy przez cztery niewielkie wąwozy, błądzili po krzakach, popijali wodę z papryki :), gadali o rzeczach ważnych i głupich, modlili się. Dobrze mi było stać między nimi na Eucharystii. Nigdy jeszcze tak.

Modlitwa zbłąkanych wędrowców do św. Rocha (na melodię pobudki z Godzinek) okazała się przydatna :)
Święty Rochu: módl się za tych, co dojść powinni, a wciąż jeszcze idą
i za tych co po długim marszu wyjściowy ujrzą widok,
módl się za tych, których kompas sprowadził na składnicę złomu
i za tych, których GOPR dostarczył z wycieczki do domu,
módl się za tych, co dobrym poszli szlakiem, ale w złym kierunku
i za tych co po lesie błądzą, szukając ratunku.
A pomny, że się mylił łojciec twój i dziadek
sprawdź, czy dobrze idziesz, na wszelki wypadek.


Prześliczny padalec zamieszkał w Wąwozie Magdy.
My tu tylko na chwilę...
Proszę w tych dniach o szczególną modlitwę za moich chłopaków.

środa, 15 sierpnia 2018

Bierz

mnie za niego.
Wierzę Ci, Rozumiesz? Tak wiem, to już jest heroizm. :P I mam to w d*, Bylebyś Wziął mnie, nie jego.
Wierzę Ci. Patrzę na smoka przed Niewiastą :P, patrzę na Niewiastę, patrzę na Dziecko, Zobacz - nawet tam smok za Nią, za babą poleciał, tak?
WIERZĘ Ci.

wieczorem
tia, cały czas we mnie obraz smoka, który chce pożreć dziecko. I rodzącej Dziewczynki i Noworodka, dwóch najbardziej bezbronnych istot, jakie można sobie wyobrazić, postawionych wobec smoka. Który mimo to nic nie może zrobić. 

rano, przy jutrzni, wróciło mi Słowo z Łukasza, zwiastowanie Jana Chrzciciela, że oboje byli nienaganni w oczach Bożych, i "twoja prośba została wysłuchana", tia. i boję się wierzyć, i wierzę.

kazanie Wielebnego M. ściągnięte dosłownie z mojego doświadczania, przeżywania, myślenia, rozważania w ostatnich dniach. albo mnie chłopak szpieguje :P, albo Duch Święty naprawdę działa, tak? :P zupełnie od czapy, nie wiadomo czemu, we Wniebowzięcie mówi mi o Zwiastowaniu, o milczeniu, o strachu, o bezradności, o oddaniu wszystkiego w ręce Boga, bo to On się ma Upomnieć - bo to On jest Kyriosem, jedynym Panem w tym bajzlu, tak? ryczałam na tym kazaniu.

że tak naprawdę z ludzkiego punktu widzenia robię najgłupsze rzeczy na świecie.

zioła.
wszystkie ludzie wzięli.

czytam o Niewoli :P, mam wątpliwości, wiem: i tak nic to większego niż konsekracja, tyle że kanał się dość istotnie przestraja. wiem, że gdybym to ja była tym księdzem, do którego bym przyszła :P, to bym odpowiedziała: jeszcze nie, nie nadajesz się. i wiem, że nigdy nie będę się nadawać, że to jest jedyny moment mojej historii, w którym takie coś może się ewentualnie stać, a jedyna motywacja na pewno. jak rozeznać? i że i tak Ty Decydujesz, jeśli Dotrzymasz Słowa, to ja też. najwyżej mnie wygoni. :P

boję się, modlę się, wierzę. WIERZĘ.

a na modrzewiu leniwie przeciąga się drozd. może ten z hobbita.
to jest miara klasy nowego aparatu, wiem :). ale trudno mi się do niego przyzwyczaić.

BTW: czy to jest dzierzba?


zdjęcia robione z dużej odległości, obiekt bardzo ruchomy :), ostrość ciężko było złapać - pełno ich było na drodze do Wąwolnicy, ale nie dawały do siebie podejść ani nawet na siebie z bliska popatrzeć.

wtorek, 14 sierpnia 2018

czasem myślę

że po tym wszystkim, co się dzieje, to dokument o heroiczności cnót leży se gdzieś Tam na Górze już gotowy, nawet Podpisany i z pieczątką - i jeśli nie zrobimy czegoś takiego, żeby go sobie nie wziąć - no, to jest i czeka. Chcieliśmy być święci, tak? :P

Paradoksalnie - już we Wniebowstąpienie, bo po nieszporach, myślę o Miriam po zwiastowaniu, na początku Drogi, kiedy nie wiedziała nic, nie miała pojęcia, jak z tego wybrnie ani co ma robić... z doświadczeniem, że Morze Czerwone na ogół się nie rozstępuje :P, a Jordan w zwykłe dni płynie jak zwykle. I że po ludzku to czeka Ją nieciekawa śmierć. Chociaż ma obiecane życie Syna - więc przez najbliższe 9 miesięcy także i swoje, tak?
Tyle wiedziała.

Wierzę. Ufam. Nie mam więcej nic, tylko Ducha Świętego w sakramentach Kościoła, tak?
Coś mi kiedyś Obiecałeś. Wierzę Ci. Pewnie jestem głupia, ale Ci, do cholery, WIERZĘ.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

tia, żyję

Jak się idzie wąwozami do Wąwolnicy?
Trzeba wejść w wąwóz

I iść wąwozem


Iść, mówię (słyszycie tą ciszę?)

aż docelowo zobaczy się takie coś wystające z pola buraków.

Po drodze trafia się rzeczka

i w zasadzie to trzeba iść aż do jej źródeł.
Woda ze skały, spod prawej strony świątyni, tia.

Droga nie jest łatwa ani prosta, o nie.
Różne zwierzaki można spotkać
albo ich ślady.
Patrzysz potem na swoje kopyta...
No bywa czasem słodko i soczyście - przez chwilę :P
ale więcej w tym walki. Na ostrą broń.
Że Pan przewidzi Jagnię, synu.
 
My tylko musimy iść. Na tą Morię. Znowu. Może to teraz dopiero nazywa się Akeda. A może po prostu jest coraz mocniej.
Nie wiem, gdzie po drodze jest Ona.
Leciałam na adrenalinie aż do Celejowa :P, na tym jednym: Masz mnie na półmisku, na widelcu, Chcesz to Bierz - i co, i co, i Ty też Zostawisz? :P
Nie wiem. Wiem tyle, że wystawiając się na ten półmisek i ryzykując, że nie Weźmiesz, wystawiam się tylko znowu na ból. Tego Chcesz? Na to Pozwolisz? Nawet jeśli to tylko dziecinada i głupota moich wyrafinowanych szantażyków?

Z głębokości wołam do Ciebie - przepowiadałam. I że jeśli naprawdę ufam temu Słowu, to...
Wraca potem wyciągniętą karteczką: Ps 56,5. Patrzę na Nią krzywo. A tam obok leżał jakiś ładny Izajasz... :)

NAPRAWDĘ mam ufać?

Msza na 17.00, tia wiem: Eliasz jak kompletny kisiel pod tym janowcem, dopóki ufał tylko swojej drodze, tej w jedną stronę: w pustynię i w śmierć. Dopiero podjęcie Jego Drogi daje życie.
Mocą, chłopcy - tyle razy wam mówiłam - jest tylko Eucharystia.

I zaraz potem doświadczenie i grzeszności, i przywiązania do grzechu. :( Tia wiem, to też mówiłam chyba kiedyś: jeśli ja, jeśli ty nie uporządkujemy czegoś dobrowolnie, to - ponieważ jesteśmy Jego własnością i pozwoliliśmy Mu na to kiedyś hurtem, oddając Mu do siebie wszelkie prawa, i o ile tego nie wymówimy - to On Sam Się za to Weźmie, ale Zrobi z tym porządek dopiero w Swoim czasie i to w taki sposób, że nam w pięty pójdzie i nosem bańki polecą, a zadkiem iskry :P ... wiem, to prawdopodobnie dotyczy i mojej sytuacji, i mnie. :P

I co, że darliście się w tym aucie, że kolacja, lody, że...
Zmęczona, tia. Między 1.00 a 3.00 wyłam sobie, walcząc z chęcią wysłania smsa. Tyle takich odbierałam. Wiem, nie po to, żeby mieć do kogo wysłać, tak? :P
OK, nawet jeśli tak to ma wyglądać: Bierz mnie za niego.

Rano nieprzytomna, pakuję tatę do taksówki, jedziemy do Lbl. Ustawiamy się w kolejce na badanie krwi, potem mama irracjonalnie zarządza, że do lekarza pójdzie ona z wynikami taty, a ja mam go zawieźć do domu. OK, niech ci będzie. Chociaż widzę dookoła ludzi w dużo gorszym stanie po tych chemiach - jedziemy. I dopiero w domu tatę rozkłada. A lekarz obsunął mamę, że gdzie pacjent jest. :P

Na deserek jak wisienka na torciku: sms grożący odcięciem telefonu taty za niezapłacony rachunek. Łapię potwierdzenia wpłaty, lecę do banku, do telefonii, znów do banku. Okazuje się, że ten (epitet) bank, zresztą Jedynie Słuszny, z którego usług korzystają moi patriotyczni rodzice :P po pierwsze przesyła pieniądze po 9 dniach od ich pobrania (wpłata 1 sierpnia, przelew 9 sierpnia), a po drugie opłaty lipcowe nie poszły w ogóle. FFFściekłam siem. Nie, rodzice banku nie zmienią, tylko punkt kasowy :P.
Złapałam różaniec, uciekłam na adorację.

I tyle chyba tej walki. Tia wiem, obrywam ostro. I tyle.