niedziela, 20 sierpnia 2017

upał i deszcz

i Jasna
i akcja św. Promocja i bł. Nabór w zakresie powołań, tia...
hm.... klauzurowych? :)))
i taki aktualny kfffiatek:
o, lol. :)))
Tak, synu, umieram. :P

Tęcze w fontannach
tęcze w gablotach muzealnych
bracia petryfikanci raz jeszcze
święty Franciszek we wszelkich możliwych odsłonach.

Puszcza jodłowa, bukowo-jodłowa w sumie
gołoborza na Łysicy
i mocne postanowienie, że w życiu nie wpakuję się w miejsce, do którego nie można dotrzeć w spódnicy i w sandałach na bose nogi. :P

I co, i że czuję się jak samotny ptak na dachu, sowa w ruinach i kawka na deszczu?
Że uciekłabym daleko, zamieszkała na pustyni, gdybym jak gołąb?
A tymczasem lew w foliowym worku :P
szarańczak bez nogi
świerszcz bez komina :P
takie nic.

środa, 16 sierpnia 2017

to do napisania

w niedzielę.
Muszę odpocząć od PeJeden :P , tia. Generalnie nie mam pomysłu na ten wyjazd oprócz jutrzejszej Jasnej, piątek i sobota pozostają tajemnicą. :P.
Się módlcie.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Zielna

Tia, myślę, że to mało nabożny blog. :P Nie jestem na pielgrzymce, teksty liturgiczne cytuję szczątkowo i to najczęściej w kontekście wykłócania się albo buntu, a na Zielną najbardziej interesują mnie zioła. :) No trza się pozbierać, wypłukać :), zjeść coś, pomodlić, a potem zrobić z tej kupy chwastów :) kilka(naście?) bukieciorów, może uda się i je rozdać.
Jestem tak zbuntowana na moje ciało, że wniebowzięcie jest całkowicie poza zasięgiem chęci percepcji. :P Ono mi wszystko robi na złość. :P Gupi osioł.

12.14
No to było tak:
trzynaście bukietów ułożonych ślicznie w koszyku :) do poświęcenia.
 
Po Mszy klęczałam, zaryczana jak zwykle :P, nad pustym koszykiem
nic nie zostało. Przelatywało między uszami: tia, przecież jesteś nieodrodną matką swojego syna. :P W inny, dużo mniejszy sposób :P, dużo mniej ważny i potrzebny, tak? Na swoją babską miarę. Przygotuj, rozdaj, potem masz jeszcze kuchnię do posprzątania, o:
Tyle masz. Babo.

Myślę, synu, że to trochę jak z tym myciem kibli, najświętsze oficjum :P życia we wspólnocie, gnidzie się cholernie nie podoba. Zawsze ci wytknie, dopiecze: tak skończyłe/aś, że kible im myjesz? 
Znaczy, to ważne jest. :P

Coś tam mam jeszcze dopsprzątać, zrobić obiad mamie i sobie (tata od kilku miesięcy na diecie), podlać ogród (nazwę mój ogród Macierzanką :) chyba?), spakować się - jutro znowu jadę. Nie wysiedzę tu na d*, koszmarnie jest. Osioł ciała nie daje się ani spacyfikować, ani ujeździć, robi co chce :P, fffkurza mnie, że nie panuję nad przejawami babskiej fizjologii, najłatwiej byłoby nałykać się tabletek i zacząć tym rządzić, tak? :P Strasznie upokarza bycie niewolnikiem własnego ciała. Królestwo i pół księżniczki temu, kto mi pokaże w tym jakieś piękno czy coś. No sens jestem w stanie zrozumieć, o ile ktoś się rozmnaża :P. A jak nie, zostaje tylko kara za grzechy, tak? I dwie możliwości: albo się fffściekać i buntować, albo stulić uszy i cierpieć pokornie. :P Przy czym ta druga absolutnie mnie przekracza. :P

No tyle tylko masz. Babo.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

łatwiej by

było oddać Ci to życie raz :P i mieć z głowy, Wiesz? Bo nieważne, który raz i ile jeszcze - Zobacz, teraz całe moje życie znowu Ci oddaję. I nie potrafię pojąć, jak to jest, że umieram i żyję. Ani po co. :P Pascha, cholera, jak mówią neony.
Połaź po wodzie, wejdź w Morze Czerwone, o w Jordan sobie wejdź, utop się w chrzcielnicy, umieraj, a będziesz żył, cholera, żył.
Tia wiem, jestem już w wieku, że jak wstanę rano i nie będzie bolało, to powinnam sprawdzić, czy żyję. :P Może kiedyś raz będzie taki dzień, że trzeba będzie sprawdzać. :P

12.08
No Mógłbyś mnie chociaż przytulić. :P Jeśli nie teraz, to chociaż Kiedyś Tam. Wiesz?
Ciężko jest zostać tak zupełnie samej. :P

20.18
tak na pociechę :P. Przyszła sąsiadka po kwiatki na Zielną i mówi: no ja chciałam pani pogratulować. Zrobiłam oczy w pięciozłotówki i słucham. A sąsiadka opowiada: no bo widziałam jak taki przystojniak panią adorował :) , a potem patrzę, a on w czarnej kiecce pomyka. Aaaa, to dziecko moje, mówię. No tak, przecież - w oczach sąsiadki samo dobro :) - sukcesów wychowawczych gratuluję. Dzięki. Naprawdę jest czego. :)))
Dzieciaka, nie kiecki.
Dzieciak w kiecce czy dzieciak w worku :) ma przede wszystkim  wartość dzieciaka. Dla mnie największą na świecie.

niedziela, 13 sierpnia 2017

gdyby głupota umiała fruwać

niektórzy prezbiterzy lewitowaliby podczas kazania :P. A niektórzy wierni oglądaliby lewitacje co niedziela. Na szczęście, pocieszam się, do Nieba rekrutują nie za mądrość, tylko za wiarę i miłość. A większość z potencjalnych kandydatów na lewitantów :P naprawdę jest lepsza niż mądrzejsza. :P
Z dzisiejszych kwiatków: cud słońca w Fatimie jest drugim cudem po zmartwychwstaniu, bo tylko te dwa zostały wcześniej zapowiedziane. No stałam na tym kościele i modliłam się o charyzmat pokory, cierpliwości i wytrwania. I że gdybym chciała na durnych kazaniach wychodzić z kościoła, to w kościele by mnie niemal nie było. I że Masz w sumie rację, że Przychodzisz _po_ kazaniu. :P

W nocy burza, bez jakichś specjalnych fajerwerków i strat. Próbuję się wychłodzić, odparować to wygrzanie. Boli wszystko. Noszę takiego stresa, że gdzie nie dotknę, tam boli, nawet serce zaczyna coś tam marudzić, a może po prostu strach ściska przełyk i przeponę. Sam być pod klątwą odłączony od Chrystusa dla zbawienia braci moich, tia, Pawle. Pewnie, że bym i na to poszła. I że naprawdę trzeba niesamowitej wiary, żeby na środku jeziora wysiadać z łodzi.
Burze, trzęsienia ziemi, wicher, ogień, łażenie po wodzie, takie tam. Gdzie Jesteś? Jakiś łagodny Powiew może by tak? Raz? Dla odmiany?

sobota, 12 sierpnia 2017

sama się prosiłam

żebyś siedział na adoracji. Wiem. Tamtego lipcowego dnia, kiedy siedziałeś na schodach przy plebanii, a ja skwitowałam: ok, ale nic tu nie wysiedzisz, szkoda, że nie na adoracji. Tia. No to mam teraz. Właśnie teraz, kiedy najchętniej zamknęłabym, zacisnęła dłoń. I próbuję się od Niej uczyć niezaciskania.
Nie uwierzysz, synu, jak ciężko jest matce pozwolić dziecku iść na tą pustynię. Teraz, kiedy wiem, że to ostatnie dni, ostatnie chwile. Pozwolić ci wpadać na godzinkę i
zaraz, za szybko wypuszczać cię przed Niego - właśnie wtedy, kiedy cała moja babska miłość chciałaby, żebyś został. Choćby pod pretekstem, żeby schować cię, obronić. Tak wiem, że się boisz. Nie masz pojęcia, jak bardzo wiem.

Nie. No nie zacisnę.
Pytanie, czy Go kocham, jest idiotyczne w tym kontekście. :P Że z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa. Wpoisz je twoim synom.
No chyba, cholera, wpoiłam. :P Sukcesy wychowawcze bolą...

Moje liturgiczne imieniny, tia.
Istnieje jeszcze inny rodzaj męczeństwa: męczeństwo z miłości. Miłość Boża przenika jak miecz do najgłębszych tajników naszej duszy i oddziela nas od nas samych. Ta miłość oderwała od wszystkiego, co najdroższe. Święta Joanno Franciszko, lol.

I że wyszłabym, wyszlibyśmy na idiotów, gdybyśmy w całej kosmicznej karkołomności tego, co robisz, synu, i co ci się udaje wbrew logice, praktyce, zwyczajowi i wbrew światu :) negowali, że jest to Boże prowadzenie i Boża wola, tak? A jeśli - to jest koniec tematu. 
On cię nie zostawi. Nie zapomni. Jeśli ja, baba głupia, obca baba nie zapomina i nie zostawia, jakże Mógłby? Tia, czuję się dowodem rzeczowym. :P No szkoda mi trochę, że rzeczowym, tak? :P No, bo Zrobiłby coś wreszcie, a nie tylko Obiecuje i Obiecuje. :P

Czy wiedziałam od początku? Oczywiście, że nie.
Znaczy: rzeczywistość powołania zrozumiałam naprawdę bardzo wcześnie. Jeszcze w podstawówce była radość, był strach, była niechęć do zakonnic (biedne benedyktynki, ależ obrywały za każdą, najdelikatniejszą próbę "agitacji" czy choćby propozycję hm bliższego poznania :), no myślę, że musiały coś we mnie widzieć i po prostu miały nadzieję...). Potem, koło matury, totalna bezradność, bo żadnej opcji oprócz zakonu nie znałam - wtedy rozważałam honoratki-skrytki. Potem to hm prowadzenie tamtego kapucyna i aut-aut, małżeństwo albo zakon. Klaryski - no i że nie, niestety. Potem rzeczywistość totalnego odrzucenia, zarzutów ("zmarnowane powołanie" i te sprawy), życie na marginesie Kościoła - ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra może :P. I dopiero potem, na samym końcu, dylemat: zostać jak jestem czy załatwić to formalnie.
Tak, długo myślałam, zanim poszłam z tym do proboszcza, pewnie z rok. Ze świadomością, że nic nie muszę, że On mnie nie będzie mniej Kochał, że cokolwiek wybieram, będzie dobre. Tak, bardzo się bałam. Że mnie wyśmieją, że się nie nadaję, że po co to przedstawienie, że przecież w Ostatecznym Rozrachunku i tak niczego nie zmieniam, że nie potrzeba mi tego robić. Tak, w tych ostatnich latach Dał mi zupełnie wolny wybór. Postawił mnie między kilkoma osobami, kilkoma miłościami, i Pozwolił wybierać. Dla mnie to był wybór bardziej między Osobą a osobą, mniej między formą życia a formą życia. Może właśnie dopiero na koniec, w 2006: formalna konsekracja czy śluby prywatne czy nic. :P
I tak naprawdę nie potrafię powiedzieć ci, dziecko, czemu tak wybrałam. Może dlatego, że to była najtrudniejsza opcja. :P 

I że wczoraj do północy siedziałam na balkonie z różańcem, ze 2 godziny chyba :), patrzyłam, jak lecą gwiazdy :) - spadły mi ze trzy.
I że nie mam większych marzeń niż żebyś był święty. :)

piątek, 11 sierpnia 2017

trzydzieści i trzy dziesiąte

stopnia Celsjusza na balkonie teraz, czyli o 20.30. W dzień podchodziło pod 35 w cieniu. Zajmowałam się generalnie niewychodzeniem bez potrzeby i szeroko pojętym pilnowaniem, żeby się nie przegrzać i nie odwodnić. I nie wiem, co na to PeJeden, którego kazania oscylują ostatnio wokół tematu bocianów albo (nie)marnowania życia. Nawet modlić się nie potrafię, dopóki przekracza 30. Uciekam z brewiarzem na adorację, nigdy wystarczająco długą :P, zawsze ktoś albo coś. I tyle.
Naprawdę nie wiem, na ile może to być wartościowe w Twoich oczach, na ile sensowne są próby zbierania tego i oddawania Ci. Za.

Naprawdę nie mam więcej.

czwartek, 10 sierpnia 2017

wiesz jak czytam

tych różnych moich :) co albo tracą wiarę, albo stracili, albo nigdy nie mieli, albo wychodzą właśnie z ułudy dreszczyków i spoczynków, albo jeszcze się łudzą, albo udają, że się łudzą, albo właśnie zaczynają się łudzić, albo jeszcze co innego - kusi mnie, żeby prosić: pokaż Się, przedstaw Się, Udowodnij, Uratuj tą nędzną wiarę albo resztki, albo Wskrześ, albo Stwórz.
No i, jakkolwiek to trudne, wiem - nie ma tak lekko. Zbyt delikatny Jesteś.

Poza tym jest gorąco i parno, ma dziś padać i dochodzić do 40 stopni. Ledwie przekroczyło 25, a ja nie wytrzymuję.
Poza tym mama ciągle nafuczona, tia, naprawdę chciałabym, żeby ktoś jeden na tym świecie kochał mnie tak jak ja szczenię. Wiem, nie wygram tego, nie wysłużę, nie doczekam się.

A szczenię gdzieś tam daleko ode mnie w swoich zmaganiach, boleśnie daleko.

Dobra, zabieram brewiarz i idę na adorację, tu w domu prędzej się roztopię niż siądę do oficjum. :P

wieczorem
jakoś tak:
 Skurczy się w praniu i będzie.

Wiesz, straszne jest to Słowo, że ten, kto nienawidzi życia, zachowa je na wieczność. :P Jeśli nienawidzi :P, to chyba za karę. Po co mu na wieczność coś, czego nienawidzi? Nie lepiej dawać życie wieczne tym, co kochają życie, a przynajmniej lubią?

Umarła sąsiadka, może trochę młodsza od mojej mamy. Zbierałam po bloku na wieniec i na Mszę. Wieniec przynajmniej 3 razy tyle :P. Kosztuje. :P Ta, też myślę, że to nie ma sensu. Wiem, że nie mam nic do gadania i nie będzie komu dopilnować, jak ja umrę :P, choćby tego, żeby mnie w białej kiecce pochowali, choćby tego, żeby darowali se szaleństwo z nagrobkami i kwiatami. Jak już muszą, niech nazbierają w polu. I niech się modlą, żeby było lato, bo w zimie będzie trudniej. :P

No Wiesz, cholera jasna, że jak oddam dzieciaka, to nie mam nic? I jakbyś Ty mnie zostawił, to lepiej od razu zablokuj mi łańcuch oddechowy :P albo co? Wiesz, że czuję się jak neon trzeci raz wracany na tym samym skrutinium? I nie wiem, co robię źle, czemu mi to Powtarzasz, czemu Zabijasz mnie trzeci raz tym samym oddawaniem? Zdarzyło się, że nie oddałam Ci kogoś? Czemu tak? Ile razy jeszcze? :P

(R)o(z)darcie totalne.
Amen.

wtorek, 8 sierpnia 2017

strach na wróble

na polu ogórków, który niczego nie strzeże.
Czuję się jak wróbel. :P Tia wiem, mam się nie bać. Poza tym, co mi z tych ogórków.

Znowu same tęcze. Wszędzie dookoła. Zamykały kręgiem.
I fruwający smok.
I mikołajki nad Wisłą.
I Wisła.
 Przyszło szczenię, zjadło cztery i pół zapiekanki oświadczając, że nie lubi pieczarek (które przez ostatnie 3 lata zajadał bez protestu), poprawiło trzema kawałkami ciasta i porcją lodów, i poszło do domu spać.

Tylko mi nie Każ po żadnej wodzie, proszę.