niedziela, 19 lutego 2017

doskonali, cholera

o czym Ty w ogóle do mnie Rozmawiasz? Nawet jeśli wiem, że dokonali a perfekcyjni to nie to samo. Nawet jeśli wiem, że święci a perfekcyjni to nie to samo, tak?

Rozjechała się rodzina. Nie no, generalnie w domu dałam radę, chwała Ci. W pracy było gorzej. I odczuwam potrzebę chociaż próby wyprostowania tego, zanim dotrę do spowiedzi. Tak widzę: poszło po mechanizmach obronnych. Nie chciałam dotykać tego, co bolało, nie chciałam pozwolić dotykać. "Lepiej" było zrobić raban gdzie indziej, odwrócić uwagę od prawdziwej rany.

Widzę też, że wszelkie próby pocieszania, a zwłaszcza pocieszania przez próbę minimalizacji straty/bólu, wykazywanie nieważności tego, co boli, są do d*. Jak nie wiesz, co powiedzieć, to usiądź obok, pobądź w milczeniu, weź za rękę, jeśli możesz, to przytul. Tia, licz się z tym, że możesz zostać obsmarkany/oryczany albo, wręcz przeciwnie, odrzucony, jeśli nie ufam ci na tyle, żeby się przy tobie wyryczeć :P - ale na Litość nie pocieszaj, tak? I nie wmawiaj mi, że to, przez co płaczę, nie ma znaczenia. Ja tu umieram, a ty, pocieszaczu z Bożej niełaski, na dodatek robisz ze mnie histeryczkę?
No.

Spacer z dzieckiem na pociechę :) - tia wiem, w Częstochowie też jest teraz szaro, brudno i mokro. Nie ma czego żałować, tak? :) No i przyznaję Ci: co nieco Się rehabilitujesz. :P Nie, że całkiem, nie. :P Proszę: jak mnie Kochasz, nie rób mi już tego. To bolało.

Tia wiem, przy takich rozbujaniach emocjonalnych najlepiej wychodzi cały syf, wszystko, co Chciałbyś, żebym poskładała i posortowała: to złożyć i do szafy, a tamto na śmietnik, a nie wszystko razem pod dywan. :P Tia wiem, Chciałbyś, żebym przyjęła życie, zaczęła w nim może widzieć wartość, a nie środowisko gry komputerowej, gdzie po prostu trzeba zębami i pazurami przejść na następny level. :P A tam może będzie fajnie. O ile będę chciała dalej grać. :P
Tia, mówi M., Staniesz tam za drzwiami i Będziesz patrzył. I Patrzył. Aż wymięknę.
A może po prostu Pokażesz mi gdzieś za tymi drzwiami dzwońca. Albo czyżyka. Albo oba.
Dzwońce uczą się podżerać smalec sikorkom.
Kawki, niestety, też... Może na zasadzie, że "czego nie zje dzwoniec, zje kawka", żrą ile się da. Taki dziób u dzwońca to nic niezwykłego:
A poza tym: spacerując z dzieciakiem po parku, pełzacza dziś widziałam.

sobota, 18 lutego 2017

po

pogrzebie.
Siedzę, nie myślę, niedobrze mi. Chciałabym, Żebyś tu był. Pewnie i tak Pogadalibyśmy za jakieś trzy dni najwcześniej, tak? Ale chciałabym.

Tak wiem, widzę swój egoizm, niewiarę, w ogóle wszystko co złe widzę. Gdzie nie spojrzę w siebie, jest nie tak. I nie potrafię nawet chcieć chcieć :P , Żebyś coś z tym zrobił. Skreśliłabym się najchętniej, przyznała, ze przegrałam. Jeśli nie można zniknąć. Tak, to jest gra. I masz tylko dwie opcje: wygrasz albo przegrasz. Opcji zniknięcia nie przewidziano.
Nie potrafię chcieć wygrać, Wiesz? 

I śmieję się cichutko, że dzieciak w towarzystwie dwóch narkomanów może się legalnie pokazywać, a w moim lepiej nie. :P

czwartek, 16 lutego 2017

no to Słuchaj

demonstracyjnie strzeliwszy garnkami i pociągnąwszy nosem strzelam kuchennymi drzwiami i wchodzę do tego pokoju, gdzie (nie Zauważyłeś?) dawno skończył się mecz i dwadzieścia programów po nim, a Ty tępo gapisz Się w ten telewizor (i obawiam się że nawet nie Zauważyłeś, że przecież My w ogóle nie mamy telewizora, tak?).
Uważaj, WESZŁAM. Mówię do Ciebie. Tak, chcę mieć świętego syna. Tak, Zabijasz mnie, jak to Robisz. Tak wiem, Znasz się na tym lepiej ode mnie. A Miriam (a nawet Kościół, tia) jest lepszą matką.
Jestem w tym wszystkim taką nędzą, że naprawdę nie potrafię pojąć, we łbie mi się nie mieści, dlaczego (ani po co) jestem w tej historii. Mam wyjść?

Rozżalenie, bunt na ból, świadomość, że nie dam dziś rady. Że znowu Cię poranię, bo jestem g*.

Tak wiem, nigdy nie Obiecywałeś, że nie będzie bolało.
Tak wiem, Boże jest myślenie o krzyżu, a ludzkie o nieboleniu.
Tak wiem, guzik mnie naprawdę obchodzi, co Jest _za_ krzyżem :P, nie potrafię tego przyjąć, dopóki widzę krzyż.
Tak wiem, przecież My w ogóle nie mamy żadnej innej kanapy. Tylko ta, na której Siedzimy nad jutrznią.

wieczorem
Tak, oczywiście, że nie wytrzymałam.  Wybuchłam na wejściu do pracy, w najgłupszy sposób. Tak wiem, jestem idiotką. I chyba moje relacje ze światem nienormalne są. Może moje oczekiwania wobec ludzi też.
Na wszystkich trzech interesujących mnie obecnie frontach Rozwalasz mnie totalnie, jakbyś Chciał mi udowodnić, że nic nie znaczę, nie liczę się, tak? Nieistotność. W domu, w pracy, w życiu dziecka. Może czwarty front - w życiu ludzi, których chciałoby się za przyjaciół uważać. A może to front "praca" po prostu, nie wiem.

Tak wiem, dziecko po prostu teraz demonstruje w skali kraju to, co dotąd zawsze demonstrował w skali miasta/osiedla. Nawet się na niego specjalnie nie złoszczę ani o niego specjalnie nie boję. Da radę. Kiedyś musi się wyszaleć, nie wiem, czy kiedyś mu się to na coś przyda - tak samo jak nie wiem, czy to, co robi, jest komuś obiektywnie potrzebne. Nie wiem.
Wiem natomiast, że żadna żona by tego u swojego męża nie wytrzymała. :P Ja, matka głupia, wrzeszczę Ci, że Zabijasz mnie, jak to Robisz. Nie wiem, czemu tak.

środa, 15 lutego 2017

chcę Ci przypomnieć

drewniany konfesjonał w ciemnym kącie kościoła i zwijającą się z bólu na schodkach gotowość na kolejne "nie" po dwóch poprzednich. Ławeczkę w pewnym ogrodzie i pytanie, co jeszcze mogę oddać, byleby tylko - i fatalnie skręconą kostkę z urwanym ścięgnem. Inną ławeczkę, kiedy chłopak chodził po ogrodzie tam i z powrotem ze spowiednikiem, a ja Ci mówiłam: niech zrobi ze mnie szmatę, byleby tylko. No, i zrobił. :P
Pamiętasz?

Tak, myślałam, że dziś, że teraz się Ugniesz. Jak Ugiąłeś się w Leśniowie. A Ty Wybrałeś Piotrkowice. OK. :P Tak, boli - tak, najłatwiej obijać się między emocjami, wrzeszczeć, kogo kocham, a kogo nienawidzę :P - zwłaszcza po dzisiejszym poranku, kiedy znowu obrywałam samymi komplementami i samoocena mi znowu wzrosła od cholery, tak, wiem. Wiem też, że nie ma sensu. A walkę trzeba przewalczyć do końca, żeby wygrać.
Tak, uważam, że Przegiąłeś tym razem. 
Tak, widzę mój egoizm w tym wszystkim, szukanie mojej woli. Ale i zupełnie poważnie gotowość walki do końca - o. Nawet jeśli do końca myślałam, miałam nadzieję, że nie Pozwolisz mi aż tak walczyć.
No, Pozwoliłeś. Tak, czuję się jak żona chlipiąca w kuchni w garnki, podczas gdy facet w pokoju udaje, że ogląda mecz i zastanawia się, co teraz. :P No, to Się Zastanawiaj. Bylebyś z tego dobro Wyprowadził. Dla niego, nie dla mnie, tak?

Jezu, co Ty Robisz z tym moim sercem?

22.15
Wiesz, czasem myślę, że jak Chcesz mi przerobić to moje serce na drobno mieloną parówkową :P, to Masz o tyle racji, że i parówkowa, i moje serce mają w składzie tak samo pierwszorzędne składniki jak papier toaletowy i tektura falista, i więcej niewiele.
Słuchaj. Jeśli ma coś dobrego z tego być, to Musisz Sam to prowadzić, bo ja uczciwie Ci oświadczam, że nie dam rady. To gó**o, którym jestem, nie wytrzyma, Rozumiesz? Więc masz do wyboru - albo mnie unieszkodliwić :P, żebym nie mogła zrobić nic złego, albo Sam wziąć to w Swoje ręce, żeby zrobić coś dobrego, tak?
Chciałabym złożyć śluby milczenia - i w domu, i w pracy - ale chyba się nie da, Wiesz?  I wiem, że nie wytrzymam, wiem, że nie dam rady, wiem, że narobię zła. I chciałabym zniknąć. Chciałabym, żeby mnie nie było, Wiesz?
Nie Zechciałbyś czegoś Zrobić w tym kierunku?

wtorek, 14 lutego 2017

na święto Cyryla i Metodego :)

proszę Cię bardzo, o:
:))))

Przynoszę Ci - razem z siedmioma różowymi tulipankami na święto :) - ich wszystkich. Bardziej niż zwykle przekonana, że nic nie mogę.
Ty Jesteś Panem. A ja Cię tylko kocham. No ufam Ci, tak? Wiem, że na ile potrafię Ci ich przynosić i zostawiać ich przed Tobą, na tyle mogę być Twoim błogoslawieństwem w ich historii. Jakkolwiek to niełatwe dla mnie. :P

Wszystkich Szanownych proszę o modlitwę w intencjach ludzi, którzy mi się powierzają albo zostali mi powierzeni. Dużo tego. Mam wrażenie nieogarniania, niemocy. Bezsilności wobec cierpienia. I doświadczenie, że grzech przymila i łasi się jak kot - to ze starego lekcjonarza wczorajszych czytań, jak i zdjęcie z wczorajszej Mszy.

Jeśli ja walczę o to, żeby Ciebie uczynić Panem i Zbawicielem, a nie samej próbować panować i zbawiać - jakże dziwić się im wszystkim, tak?

wieczorem
tak, umarł.
tak, jestem wykończona.
nie, oczywiście, że nie mam żalu. 

Myślę o tym wszystkim, o całej tej sytuacji, jakkolwiek ją dalej Poprowadzisz - także w kontekście przygotowania do spowiedzi. Zaczynam na nią patrzeć nie jak na lekarstwo z grzechów, tylko jak na środek prewencji. Umocnienia. Nie wiem, czy to dobrze. Wiem, że czeka mnie parę trudnych sytuacji - w pracy i w rodzinie. Wiem, że jestem kawał cholery, że moje wady mocno osadzone są na siedmiu grzechach głównych, boję się, że nie zdzierżę, tak? I co, iść do spowiedzi i powiedzieć: w sumie to nic poważniejszego kalibru jeszcze nie było, ale wiem, żem cholera, widzę w sobie niezły materiał na ten grzech, boję się, nie chcę tego? Ma to sens? Czy jest tak samo bez sensu jak spowiadanie się z pokus i walki?

poniedziałek, 13 lutego 2017

Posłuchaj :)

deklaracja będzie.

Tak, Ty Jesteś Panem życia i śmierci. I Panem czasu. Nie ja, nie ktokolwiek. Tak, bardzo to cenię w tych lekarzach, że o tym wiedzą, na to pozwalają, że nie zabijają jak psa. Że ciągle to Ty wybierasz czas życia i czas śmierci. Nawet jeśli jest to dla nas straszliwie trudne. Trwanie w zawieszeniu. Mogą być godziny, mogą być tygodnie. Nikt nie wie, nikt nie decyduje, nikt nie przewidzi, nie powie.
Uznajemy, że Ty jesteś Panem. Uznaję, że jesteś Panem. Te Dominum confiteor, tia...

I (dalej po ACI idąc :) Słuchaj: wiem, że mnie Kochasz.
Ty jesteś Panem, Ty rządzisz, Ty wybierasz, Ty określasz, a ja słucham, nawet jeśli mi się to nie podoba, nawet jeśli boję się, że zaboli, nawet jeśli Twoja wola skontruje moją, tak? Bo wiem, że mnie Kochasz.

Hiehie, pisałam wczoraj szczenięciu, próbując wytłumaczyć mu to wszystko - tak, ciężko mi, tak, wiem, że mnie kochasz, synu. Nie zaprzeczył. :))) Koniec wpisu na marginesie. Ad rem: Ty układasz, Ty decydujesz, Ty wybierasz czas, ja akceptuję. Tak się Umawiamy, ok?
Tak, bardzo bym chciała pojechać na Jasną, pobyć z tymi ludźmi, przytulić szczeniaka, dłuuuugo i spokojnie pogadać, tak? Chcę, Żebyś mi na to Pozwolił. Ale uznaję, że nie moja wola, tylko Twoja, tak?
To teraz proszę bardzo, Odbijasz piłeczkę.
Kocham Cię. Tak, bardziej niż.

niedziela, 12 lutego 2017

czyżykonalot i odcinanie

Mówisz? Masz.
Przyleciały, chyba kilkanaście. Czyżyki. _Nie_ odmawiałam brewiarza. :)
To chyba dwie Panie Czyżyk:
Dla porównania: czyżyk (widok z boku, chyba samczyk) i dzwoniec (widok z hm grzbietu :), chyba samiczka:
Chyba samczyk i dwie samiczki?
W karmniku aż się kotłowało:
 
Ten na podłodze wyraźnie pozował  i pozwolił na dłuuugą sesję zdjęciową. Liczy na kalendarz z czyżykiem w 12 odsłonach, czy jak? :P Tu w wersji: mały, biedny, zagubiony czyżyk jestem. :)

No i tak sobie myślę: no który inny tak potrafi, co? :)))  Chcę dzwońca - przylatuje stado dzwońców. Chcę czyżyka - przylatuje chmara czyżyków.
To teraz chcę... lol, myślę, czy nie poprosić o bociana czarnego :)))) *, no na razie tak skromnie: o zięby i o szpaki, ok?

Myślę o tym, co mówiłeś, synu. Jak On naprawdę wspaniale zaspakaja potrzeby, a nawet spełnia zachcianki swoich umiłowanych. Tyle, że... nie zawsze. I nikt po tej stronie świata nie potrafi przewidzieć, kiedy Zorganizuje ci bluzę, a kiedy będziesz trząsł zmarzniętym tyłkiem. :P
Czy lepiej ufać, czy być zapobiegliwym? Wydaje mi się, że dopóki możesz być zapobiegliwym, to bądź. Jak Zechce, to i tak cię Ubiegnie. :) A jak nie możesz nic zrobić, to ufaj.
Nie, nie ma gwarancji, że jak nie będziesz nic mógł zrobić, to On się _zawsze_ zatroszczy.

O odcinaniu. Słuchałam o tym odcinaniu i odrzucaniu ręki, nogi, oka. I stwierdziłam, że ja to bym musiała wyciąć i wyrzucić serce i mózg. To jest we mnie przyczyna grzechu, tak?
_________________________________
* no myślę o tym bocianie czarnym, bo 1. podobno pojawiają się w miastach, 2. dostałam dziś kolejny dowód na Jego Boskie poczucie humoru....
Modlitwa powszechna. Taka nabożna, że najpierw cytat ze Słowa, a potem intencja.
Cytat: "ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim."  Intencja: módlmy się za papieża... Nie słuchałam dalej, spojrzałam na tabernakulum i p ę k ł a m. :))))

sobota, 11 lutego 2017

znamię?

blizny?
Czytam tego Pawła z dzisiejszej godziny czytań, końcówka listu do Galatów. I zupełnie odchodząc od tematyki obrzezanie/nieobrzezanie, wiara/Prawo - se myślę. O tatuażach niewolników. O tatuażach Koptów. O bliznach/ranach męczenników.
Znamię Przynależności, tia.
Zastanawiam się, czy mam jakieś.

Na duszy wszyscy nosimy bliznę, mniej czy bardziej ropiejącą, po grzechu pierworodnym. Ochrzczeni noszą jakieś (jakie?) znamię chrztu. A na ciele? Wszystkie blizny, jakie noszę, są wynikami mojej nieostrożności albo głupoty, albo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, tak?

Nie wiem. Może dlatego takie wodniste to moje chrześcijaństwo?

Poza tym ffffkurza mnie pogoda. Miało być dwa dni mrozów, jest ponad tydzień. I ok, mrozy w zimie mogą być, ale. Około 9.00 wychodzi Szanowne Słoneczko i przypieka. W domu/w pracy/gdziekolwiek za szybą robi się szklarenka. Człowiek najchętniej by się do bikini rozebrał. :P Nie zawsze uchodzi.... :P Poza tym (dys)wrażenia artystyczne bliźniego swego na widok mnie w bikini też trzeba by pod uwagę wziąć. :P Na ulicy ciuchy dobrane rano do minus 12 nagle przy plus 5 okazują się zupełnie nieodpowiednie. I co, rozebrać się, nieść to wszystko w garści? Jeśli w garści ponadto koszyk z zakupami i szkolna torba? A potem Szanowne Słoneczko zachodzi i nagle z plus 5 robi się minus 15 - i jeśli ubrałeś się na okolice zera, proszę bardzo, możesz zacząć się trząść.
Tak czy siak, mam już dość tych gigaamplitud temperaturowych w ciągu kilku godzin.
Chcę już wiosny. A w ogóle najlepiej stałej temperatury powyżej plus 20 chcę. Przynajmniej odpada cerowanie skarpetek. :P

wieczorem
Piękny, ale trochę wymagający spacer - kilka godzin na mrozie. Tak u nas dzisiaj jest:
 Wisła:

Za Wisłą: kościół, w którym byłam chrzczona:
 Przed Wisłą: pawie próbują przetrwać:
Śliczny kurczak, w sumie. :)

piątek, 10 lutego 2017

sikorek

bogatek, samczyk, usiadł na balustradzie balkonu.
Podniosłam głowę znad brewiarza, uśmiechnęłam się. Bogatek zawabił. Od razu usłyszałam, że kogoś woła :) - nie tym zadowolonym, sikorkowym pi-tu-pi-tu, tylko miękkim, zapraszającym tsisisi. Po czym przeskoczył na karmnik, a na balustradzie usiadła ona.
Oooochooo, myślę. Będzie się działo. :)
Bogatek pogrzebał w karmniku, zjadł ziarenko, wyfrunął. Ona próbowała wylądować w karmniku, nie wcelowała (baba :P), dała spokój. On przeleciał na drabinkę, ona za nim. Ustąpił, przysiadł na szafce, wygrzebywał jedzenie z tacki. Ona podlatywała i podskakiwała po drabinkach, tu skubnęła piernika, tam dziobnęła smalczyk, tam ziarenko. Nieeee no, przecież wcale na ciebie nie patrzę i nie prowokuję :)))). Grzebał w tej tacce, jadł. Przecież w ogóle cię tu nie ma, nic nie widzę, nie wdzięcz się tak. :) Ponieważ szampana nie podano :), kolacja dobiegła końca i polecieeeeeli.

Wróciłam do medii.
Baaaby. :) Podobno to jest piękne. :P Prawdopodobnie tylko (głównie?) w okresie rozmnażania i służy tylko (głównie?) przedłużeniu gatunku. :P

A moje żelazo w tabletkach ma naklejkę rekomendacji Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Tak a propos bab. To dla mnie chyba ciągle najważniejszy przejaw kobiecości - że cię wiecznie boli, że się wściekasz bez powodu, histeryzujesz i masz anemię, a inteligencją ani siłą przeciętnemu chłopu nie dorównasz. :P Że nie potrafisz trafić do tego karmnika (czy wleźć na drzewo za starszym bratem), że nie nadążasz, jak on idzie, że wolniej się uczysz, a jak się nie uczysz (zupełnie jak nie uczył się on) to w odróżnieniu nie masz żadnych efektów, że nie nadajesz się nawet do tego, żeby się porządnie z tobą pobić :P - boś dziewucha, młodsza siostra dwóch starszych braci. :P Tia, krzyż i nic więcej. :P